niedziela, 31 lipca 2016

Prolog

Grudzień 1855
Mroźny wiatr otarł się o jego policzki i otulił go swoim przenikliwym zimnem. Strącił kilka płatków śniegu spoczywających na gałęziach ozdobnego drzewa posadzonego w samym środku wielkich królewskich ogrodów, które następnie zawirowały wokół siedzącej postaci i dalej unosiły się, napędzane przez wiatr. Wszystkie fontanny w obecnej chwili nie zachwycały swoim pięknem, woda w sadzawkach zamarzła, a krzewy i kwiaty zostały szczelnie okryte przed mrozem, przez co tętniący życiem ogródek, stał się teraz pusty i bez życia, w całości przykryty białą poduszeczką. Nawet latarnie nie dawały żadnego blasku, gdyż nafta wypaliła się i nikt nie przyszedł by dolać jej do zbiornika. Tego roku, zima na północy była bardzo ostra. Nawet wampiry wolały siedzieć w komnatach i grzać się przy kominkach, niż spacerować po zimnym powietrzu.  
Mężczyzna otulił się szczelniej swoim skórzanym płaszczem, poprawił czapkę z lisiego futra, przystrojoną długim piórem i spojrzał niebieskimi oczami na idącą ku niemu osobę. Podniósł się z ławki, gdy ciemnowłosy zbliżył się i otworzył ramiona, w które ujął swojego syna, gdyż od jakiegoś czasu nie było go w domu i niespełna godzinę temu wrócił od razu żądając spotkania z ojcem. Właśnie dlatego wampir opuścił swoje ciepłe miejsce i stawił się w wyznaczonym miejscu.
– Witaj synu, co to za poważna sprawa, którą chciałeś omówić bez wcześniejszego powitania? – uśmiechnął się. Następnie gestem dłoni wskazał ławkę, gdzie obaj usiedli, otulając się płaszczami ze zwierzęcych skór.
– Wybacz ojcze, że tak nagle cię nachodzę, ale musimy poważnie porozmawiać – odparł Richard ciężkim tonem, który ściągnął uśmiech z twarzy Lewisa.
– Zatem słucham.
– Carol chce dać koronę Michaelowi. Właśnie dowiedziałem się tego od rady – syknął Richard jednocześnie zaciskając dłonie w pięści. Zmarszczył czoło i spojrzał na swojego ojca z wyrzutem. – To ja miałem ją otrzymać! Czemu więc Michael?!
– Ponieważ jest starszy – powiedział spokojnie Lewis i wyciągnął rękę żeby zrzucić płatki śniegu z czarnej czupryny swojego syna. Ten jednak szybko odsunął się, gdyż nie przepadał za czułościami, zwłaszcza ze strony ojca, co jedynie zasmuciło wampira. – Wiesz, że według prawa to on ma pierwszeństwo do korony. Jest z pierwszego małżeństwa i jest starszy od ciebie.
– Ojcze, przecież doskonale wiesz, że jego władza będzie skandaliczna. On ciągle choruje, jest słaby, nie potrafi walczyć i nie interesują go sprawy dworu. Prowadzimy wojnę, a on żyje tak, jakby jego to się nie tyczyło!
– Synu wiem, że rozczarowałeś się tym, że wziął Marinę za żonę mimo iż była obiecana tobie, lecz…
– Ciągle mi coś obiecujecie i nic z tego nie mam – warknął na ojca, a jego oczy zapłonęły od zdenerwowania. ­
– Władza twojego brata nie będzie długa – westchnął poprawiając czapkę, która osunęła mu się na oczy. – A jego syn nie zdąży podrosnąć na tyle, by ją po nim przejąć. Korona przypadnie tobie. Dlaczego się tak spieszysz?
– Bo nie masz pewności, że tak będzie – usłyszał w odpowiedzi. – On nie jest głupi, ojcze. Nie odda władzy, będzie usilnie trzymał się przy życiu. ­– powiedział z wyrzutem Richard, lecz nagle uśmiechnął się złowieszczo i mruknął pod nosem: – Chyba, że ktoś pomoże mu je stracić.
– Richard! – syknął Lewis zbliżając się do syna. – Nie rób niczego głupiego. Nie możesz zabić własnego brata!
– Już zrobiłem coś głupiego – zaśmiał się cynicznie. – Zaufałem wam, a wy mnie jedynie wykorzystaliście. Natomiast ty, jako ojciec wcale się za mną nie wstawiłeś, ani teraz, ani nigdy wcześniej.
– Dobrze wiesz, że cię kocham, synu – Lewis położył dłoń na ramieniu Richarda i delikatnie ją ścisnął. – I chciałbym dla ciebie jak najlepiej.
– Odebrali mi Marinę, odebrali możliwości do władzy i ciągle wysyłają mnie na misje jak jakiegoś sługusa, a ty mi mówisz, że chcesz dla mnie jak najlepiej? – prychnął i odsunął się gwałtownie. – Odbiorę władzę siłą.
– Richard nawet o tym nie myśl! – upomniał bruneta ojciec, lecz ten odchodził knując już cały plan. – Richard! Zabraniam ci!
– Do Mariny też zabroniłeś mi się zbliżać – rzekł drwiącym tonem – Ale nie wiedziałeś o tym, że i ona mnie kocha. – Lewis patrzył na swojego syna z szeroko otworzonymi oczyma i próbował odsunąć od siebie myśl, która natrętnie krążyła wokół.
– Coś ty zrobił…?
– Tak ojcze, dobrze myślisz. Marina nosi moje dziecko.
– Coś ty narobił, Richard! – wrzasnął. – Czy ty wiesz co sprowadzasz na siebie?!
– Zrobiłem to, co powinienem zrobić już dawno temu – rzucił lodowatym tonem. – Nie wchodź mi w drogę, nie chcę i ciebie zabijać.
Richard ruszył dziarskim krokiem przed siebie zostawiając za plecami skonsternowanego ojca. Wiedział dokąd musi się udać i jaką straszną rzecz wykonać, lecz dla własnych ambicji, był gotów na wszystko. Lewis natomiast nie mógł dojść do siebie po tym, co usłyszał. Nie sądził, że cała sprawa tak rozwścieczy młodego wampira. Znał przecież wszystkie prawa, mógł przygotować się na taką porażkę. Mimo tego wierzył starszym, że ma jakieś szanse na władze, a teraz oni zapłacą za to, że go okłamali. Nie mógł dopuścić do tego, by jego syn zabił radę, ani do tego, by poćwiartowali go za zdradę. Musiał działać.
Ruszył biegiem w kierunku sali obrad, gdzie właśnie powinien się znajdować, lecz go nie było właśnie przez Richarda. Czuł, że to właśnie tam pierwsze uda się młody wampir, żeby rozpocząć swoją zemstę. Pędził przed siebie, lecz płaszcz i śnieg spowalniały go. Gdy w końcu dobiegł do ogromnego okrągłego gmachu, pchnął drzwi i wpadł do środka wprowadzając wszystkich w konsternację. Richarda jednak tam nie było.
Zrzucił z siebie to ciężkie okrycie i zaczął wspinać się po wieży, która prowadziła do królewskiej sypialni. Był już niemalże pewny swojego zwycięstwa i wszystkie wrogie myśli krążyły wokół jego głowy. Bez problemów wbijał pazury w cegły i podciągał się ku górze. Wiedział bowiem, że gwardziści pilnują królewskich drzwi i jedyna droga do ich sypialni prowadziła właśnie przez okno w wieży.  
Okiennica nie była zamknięta co jedynie ułatwiło mu całe zadanie. Wskoczył niczym kot do środka, nie hałasując ani trochę. Po tylu walkach nauczył się świetnego skradania i podchodzenia swojej ofiary. Był najlepszym z najlepszych i swoimi zdolnościami wyprzedził nawet Windsonów, którzy od zawsze byli najlepszymi wojownikami.
Zakradał się do alkowy, gdzie odpoczywał Carol razem z żoną Adarą. Chciał zajść króla od tyłu i wbić w jego pierś sztylet, lecz starszy wampir go uprzedził.
– Witaj Richard – rzekł spokojnie odwracając się w stronę bratanka. – Co cię do mnie sprowadza o tak później porze?
– Sprawiedliwość – syknął złowieszczo wystawiając swoje kły.
– Sprawiedliwości nie osiąga się przemocą – Carol był spokojny i opanowany mimo iż znał intencje Richarda. Doskonale wiedział, że musi przeciągać ich rozmowę aż do momentu, gdy pojawią się gwardziści, bowiem liczył w duchu, że ktoś ich sprowadzi. Jeśli się spóźnią, znajdą swojego króla martwego. Nie był silnym wampirem, ani nie znał dobrze sztuk walk, natomiast ta bestia przed nim to urodzony zabójca. Od początku starał się przekonać radę, że gdy odwrócą się od Richarda, młody wampir im tego nie daruje. Teraz działo się dokładnie to, co przewidywał – zemsta. Żona Adara trzęsła się ze strachu starając się ukryć za swoim małżonkiem, od zawsze bała się bruneta i od początku uważała go za istotę bez serca.
– Okłamałeś mnie.
– Muszę zostawić królestwo w dobrych rękach – szepnął Carol czując oręż na swoim gardle. – Cała rada tego chce.
– Dobrych rękach?! – wrzasnął młody wampir. Chwycił króla za lnianą koszulę i spojrzał mu w oczy swoimi świecącymi ślepiami. – Nie prowokuj mnie jeszcze bardziej.
– Richardzie, proszę cię uspokój się – jęknęła Adara.
Brunet bez mrugnięcia odepchnął na łóżko króla i jednym ruchem odciął głowę czystokrwistej wampirzycy. Ciemna krew trysnęła na białą pościel i wszystko dookoła, a ciało kobiety w konwulsjach opadło na podłogę, gdzie wykrwawiało się. Służka królowej z piskiem odsunęła się w kąt i z przerażeniem patrzyła na mordercę. Richard zrozumiał, że teraz już nie zdobędzie władzy. Nawet jeśli zmusi swojego stryja do oddania korony, nie uda mu się objąć stanowiska, gdyż zamordował królową. Ten impulsywny ruch skreślił go na zawsze z dworu. Postanowił jednak dokończyć swoją zemstę.
Nie spuszczając z oczu króla, przeszedł do komody z której zabrał złoty atrybut władzy. Obrócił go kilka razy na palcu i zaśmiał się złowieszczo podchodząc do stryja.
– Skoro tak bardzo nie chcesz rozstawać się z koroną, pochowają cię razem z nią.
Założył królowi koronę na głowę, a później zaczął wciskać ją w czaszkę. Szamotanina na wpół żywego mężczyzny nie była skuteczna. Silniejszy od niego wampir wciskał złoto aż do momentu, gdy cała korona opadła na nos i odsłoniła cały mózg i spękaną czaszkę. Drżące ciało króla bezwładnie opadło na łóżko, a służka nadal piszczała i płakała. Niebieskie tęczówki martwego już władcy zwrócone były ku górze, a usta lekko rozchylone. Cała królewska komnata przesiąkła od krwi, w powietrzu natomiast unosił się zapach śmierci.
Zadowolony z siebie Richard zlizał krew z palca i uśmiechnął się do dziewczyny ukazując swoje kły. Wyciągnął do niej zakrwawioną rękę i poczochrał po jasnych włoskach, zlepiając je krwią. Następnie przesunął palcami wzdłuż jej policzka, robiąc na porcelanowej twarzyczce czerwone smugi. Ujął dziewczę za podbródek i spojrzał w jej zapłakane oczy.
– Powiedz im, że zemsta dopiero się zaczęła. 

Witam witam! :D W końcu zaczynam, ale od razu mówię, że rozdziały nie będą się tak często pojawiać. (muszę je dopiero napisać xd przynajmniej 10 do przodu). Uwierzcie mi, prolog zmieniałam jakiś milion razy :D i to nie jedynie jakieś zdania czy coś, nie! Cały prolog, raz taką akcję, raz taką i jeszcze inną xd w pewnym momencie miałam aż 4 prologi :P a to wszystko dlatego, że nigdy nie pisałam i nie wiedziałam, co mogłoby być dobre na rozpoczęcie. No ale już wystartowałam :D
  Od razu mówię, po prawej stronie w kolumnie są nowe karty. Proszę wszystko uważnie przeglądnąć, bo naprawdę bez niektórych informacji będzie cholernie ciężko czytać. Zapraszam do przeglądnięcia obszernego drzewa genealogicznego :D I tu uwaga, niech Was nie zaskoczą te kazirodztwa :P To zupełnie naturalne :D 
  Kolejna sprawa - bohaterowie. Wszyscy mniej więcej są podobni do siebie oprócz (jak zwykle) Dylana... Milion facetów przeglądnęłam i nigdzie nie znalazłam tego najlepszego. Ten jest o taki o i proszę się nim aż tak nie kierować w kreowaniu wyglądu Dylana. 
  To chyba tyle z organizacyjnych xD
  Zachęciłam prologiem? :P Jakieś uwagi? :D 
  Pozdrawiam wszystkich serdecznie i zachęcam do czytania :*  

wtorek, 5 lipca 2016

Nowości

  Zamówiłam już szablon na bloga (mam nadzieję, że tym razem mi się spodoba xd). Z tego co udało mi się dowiedzieć, będzie on gotowy pod koniec miesiąca. Wtedy też rozpocznę publikację :D Co prawda mam raptem prolog i trzy rozdziały, ale ostatnio rozpisałam się i nawet płynę :D Oprócz tego przygotowałam calutkie, ogromnie rozbudowane drzewo genealogiczne Denverów po to, by każdy mógł do niego zaglądnąć i rozwiać wszelkie niepewności :D Uwierzcie mi, nawet ja się męczyłam robiąc je xd
  Oprócz tego, że muszę napisać rozdziały, przygotowuje jeszcze wszystkie rody wampirów, może walnę jakąś mapę świata (w powieści) i troszkę przerobię bohaterów :) Z czasem wszystko zacznę usuwać i wstawiać nowe wersje :) Będę miała ogromną prośbę, by każdy czytelnik przeglądał strony, które będą dodane, gdyż bez tego czytanie powieści może być trudne. :P
  Pozdrawiam Was kochani :*