wtorek, 20 września 2016

Rozdział 2.1

Siedziałam na dachu akademii i wpatrywałam się w piękne, gwieździste niebo. Był koniec lata, a moją skórę otulał lekki wiaterek. Nie było mi zimno mimo, iż siedziałam w krótkich spodenkach i zwykłej koszulce, a stopy miałam bose. Nie bałam się, że spadnę chociaż znajdowałam się ponad czterdzieści stóp nad ziemią. Od dziecka pięknymi nocami wychodziłam na dach ze swojego pokoju i patrzyłam w niebo szukając wyciszenia i spokoju. Tata gdyby dowiedział się jak ryzykuje swoim życiem, pewnie zabiłby deskami moje okienko, albo przeniósł mnie do takiego pokoju, w którym nie byłoby okien. Miewał napady nadopiekuńczości, a ja chciałam się wyrwać spod jego skrzydeł. Miałam już siedemnaście lat i nie potrzebowałam wiecznej opieki ze strony ojca, poza tym przez to, że tak wiecznie obchodził się ze mną jak z jajkiem, inni uważali mnie za jakąś królewnę, której należy się specjalne traktowanie. Harry przesadzał i to bardzo. On i tak miał wiele spraw na głowie, nie chciałam być jego dodatkowym ciężarem. Bycie dyrektorem w akademii Dragonów było męczącą pracą. Opieka nad setkami uczniów, stała papierkowa praca i ciągły niepokój wykończyły już niejednego. Ale… Harry Slade uchodził za niezniszczalnego. Poza tym, odkąd przekazano mu szkołę, znacznie poprawił się jej poziom, a uczniowie wychodzili lepiej przeszkoleni. Mój tata zdobył już wiele zasług, a ja chciałam być podobna do niego.
Już wkrótce rozpocznie się nowy semestr i przyjedzie do nas jeszcze więcej młodych rekrutów. Każdy z nas zaczynał trening w wieku czternastu lat i kończył go gdy mięliśmy osiemnaście lat. Właśnie miałam zacząć swój ostatni rok treningu na łowcę. Nie mogłam się już doczekać chwili, gdy dostanę własny malutki tatuaż na karku w kształcie smoka. Będę wtedy pełniła wartę, mogła bronić słabszych i zabijać wampiry! Chciałam być jak moi rodzice, którzy byli wspaniałymi i bardzo zasłużonymi łowcami z wieloletnim stażem. Wszyscy tego również ode mnie oczekiwali. Nazwisko Slade zna każdy z łowców. Moi pradziadkowie byli łowcami, dziadkowie, rodzice i wkrótce będę i ja! Allyson Slade jako pogromczyni bestii!
Zachichotałam z własnej infantylności i oparłam się dłońmi o dachówki. Z uśmiechem na ustach patrzyłam na tarczę księżyca napawając się światłem, które dawał. Nie byłam przyjaźnie nastawiona do wampirów, a uściślając do martwych. Jeden z tych morderców wyssał krew z mojej mamy na moich oczach. Martwi byli ohydni pod każdym aspektem i drastycznie różnili się od prawdziwych wampirów. Choć tak naprawdę nigdy nie poznałam żadnego innego, oprócz fajtłapowatego posłańca z dworu. Jednak podstawowe informacje każdy z nas musiał wiedzieć. Przede wszystkim uczyliśmy się nazw pięciu potężnych rodów i ich herbów. No i kazali nam pamiętać, że obecnie wampiry mają królową, Mirandę Denver, ale całego konfliktu między Denverami nie omawialiśmy. Było nam to zupełnie niepotrzebne. Nawet nie znałam przedstawicieli ich rodu, oprócz najstarszego żyjącego, nie wiedzieliśmy niczego. Każdy z nas niespecjalnie narzekał na brak informacji o dworze wampirów. Byliśmy łowcami, zbytnie informacje o nich wcale nam się w życiu nie przydadzą. W świecie nocnych, sprzedają kobiety między sobą jakby były rzeczami i jedyne czego chcą, to pieniędzy. Nie wiedzą co znaczy trud i praca, a tym bardziej wysiłek. Swoimi oszustwami pomnażają majątki do tego stopnia, że mogą spać na banknotach, albo nawet podpalać nimi ogień w kominkach. Byli naprawdę podłymi istotami. Ci z wyższej klasy wykorzystywali wszystkich poddanych w każdy możliwy sposób, byle by zapewnić sobie odpowiedni byt. Wiedziałam tyle, że Denverowie lubią zabawy z kobietami w każdy sposób, i nie liczą się z uczuciami, Windsonowie są wojownikami i mordercami, Feltonowie potrafili uzdrawiać, Bedwederowie mięli głowę do interesów i ponoć, najpiękniejsze kobiety, a Hetfordowie byli przebiegli i złośliwi. Każdy z rodów miał jakieś swoje wyróżniające ich cechy. Według mnie, każdy z nich był taki sam.
Po godzinie spędzonej na świeżym, nocnym powietrzu podniosłam się i zaczęłam ostrożnie stawiać kroki na dachówkach. Co prawda z tej strony dach nie był stromy, ale zbytnia pewność siebie jeszcze nikomu na zdrowie nie wyszła, a ja nie chciałam złamać kręgosłupa w tak młodym wieku przez swoją brawurę. Przeszłam tak kawałek drogi, po czym powoli zaczęłam schodzić w dół, w kierunku zakończenia dachu. Oparłam jedną stopę na metalowej rynnie, a ręką przytrzymałam się jednej z rurek. Przełożyłam drugą nogę za krawędź rynny i palcami u stóp wyszukiwałam odstającego rzędu cegieł. Gdy odnalazłam je, droga na parapet w moim pokoju była już krótka. Wskoczyłam do pokoju i z uśmiechem na ustach schowałam się pod kołdrę. Zgasiłam lampkę nocną i ze spokojem zasnęłam oczekując następnego dnia.
Czas wakacji w akademii był najcichszym okresem z życia szkoły. Nie było żadnych kolejek do łazienek, dziewczyny nie kłóciły się ze sobą, ani nikt nie biegał po korytarzach. Pod koniec wakacji taka cisza bywała dobijająca i z utęsknieniem oczekiwałam rozpoczęcia semestru, lecz teraz czułam się nad wyraz dobrze i sama nie wiedziałam dlaczego.
Tylko niewielu uczniów zostawało na cały rok w akademii. Ja, oprócz wycieczek do babci, nie ruszałam się poza jej mury. Tata był dyrektorem i zarządcą tej placówki i przez cały okres wakacji negocjował z wampirami oraz przygotowywał odpowiednie plany zajęć dla rekrutów. Z tego względu nie wyjeżdżaliśmy.
Oprócz mnie w akademii była również moja koleżanka Anastasia, której rodzice zginęli cztery lata temu podczas jednego z polowań na upadłych, oraz Maximilian. Max był jednym z największych przystojniaków w naszej szkole i miałam to szczęście w nieszczęściu, że był moim przyjacielem. Tylko on był we wszystkim ode mnie lepszy. Zawsze zwinniejszy, szybszy, silniejszy, mądrzejszy. Poza zajęciami lekcyjnymi często chodził ze swoją paczką na nocnego tenisa, po którym wracali ostro poturbowani. Próbowaliśmy swoich sił w drugiej klasie jako para, lecz szybko ten związek dobiegł końca, gdyż oboje byliśmy strasznie uparci i nigdy nie mogliśmy dojść do porozumienia. Obecnie dostał miano największego podrywacza i kobieciarza, choć tak naprawdę jeszcze nie znalazł miłości swojego życia.
Przewiesiłam ręcznik przez ramię, ubrałam różowe pantofle na stopy i chwyciłam swoją kosmetyczkę. Wyszłam z pokoju udając się prosto w kierunku łazienki. Po szybkim prysznicu, który postawił mnie na nogi po błogim śnie, zawinęłam włosy w ręcznik i zaczęłam szczotkować zęby. Już po chwili zwykłe zajęcie przerodziło się w udawany śpiew i taniec. Nie wiedziałam, co wprawiło mnie w tak dobry humor, ale cieszyłam się, że wstałam dziś prawą nogą.
Gdy miałam już wykonać kolejną solówkę, drzwi do łazienki stanęły otworem, a w nich pojawił się Max. Gapiłam się na niego wciąż trwając w dziwnej pozycji i mając usta pełne piany, a on wlepił swój wzrok we mnie. Po chwili wybuchnął głośnym śmiechem i nonszalancko oparł się o framugę drzwi ze skrzyżowanymi na piersiach rękoma. Szybko otrząsnęłam się, wyplułam pastę do zlewu i skoczyłam na chłopaka.
– Zmieniłeś płeć? – rzuciłam zaczepnie. – To jest damska toaleta!
– Wiem o tym – zaśmiał się i trącił mnie biodrem, żeby spojrzeć na siebie w lustrze. – W naszej łazience wymieniają prysznice i nie miałem się gdzie umyć, więc przyszedłem tutaj.
– Kolejną męską łazienkę miałeś piętro niżej – warknęłam. ­– Przeszedłeś pół szkoły tylko po to, żeby spróbować mnie podglądnąć pod prysznicem?
– Ally – puknął mnie w czoło. – Wymieniają prysznice, co znaczy, że cały męski blok jest pozbawiony wody. Czasami w ogóle nie łączysz wątków – rzucił zaczepnie jednocześnie ściągając swoją koszulkę. Nie kryłam tego, że wpatruję się w jego nagie, wyrzeźbione od ćwiczeń plecy, a jemu wcale to nie przeszkadzało. Od dawna się znaliśmy, byliśmy sobie bliscy i żadne z nas nie wstydziło się siebie nawzajem. My po prostu uwielbialiśmy się przekomarzać. – I masz rację, miałem nadzieję, że uda mi się zobaczyć cię pod prysznicem.
– Zboczeniec! – rzuciłam w niego ręcznikiem.
Wszedł do jednej z kabin prysznicowych, a zaraz po tym wyrzucił za drzwi swoje spodenki. Przewróciłam jedynie oczami i zabrałam się za rozczesywanie swoich włosów. Nie chciałam suszyć ich suszarką, gdyż powietrze było wystarczająco gorące i suche, żeby same wyschły. Zanim Max wyszedł spod prysznicu, ja już skierowałam się w stronę pokoju. Rozwiesiłam mokry ręcznik na oparciu fotela i szybko znalazłam dla siebie jakieś letnie ciuchy. Ponieważ semestr się jeszcze nie rozpoczął i nie mięliśmy obowiązku noszenia mundurków, ubrałam szorty i top. Na nogi naciągnęłam trampki i gotowa do drogi, wyszłam z sypialni. Z uśmiechem na twarzy przemierzałam korytarz w dormitorium dla dziewczyn. Max tylko podczas wakacji miał jedyną okazję, żeby przejść się po dziewczęcych sypialniach bez żadnych przeszkód. Gdy do szkoły zaczynają zjeżdżać się uczniowie, automatycznie wejścia do dormitoriów są pilnowane i szkolne pary muszą się sporo nasilić, żeby dostać się do swoich pokoi. Ja byłam prefektem i miałam prawo chodzić wszędzie. Nie cieszyłam się jednak zbytnio ze swojego przywileju i traktowałam go po łebkach. Powinnam świecić przykładem dla innych uczniów, podczas gdy ja byłam nad wyraz zadziorna, uparta i dociekliwa. Zawsze lubiłam postawić na swoim.
Żeńska część niespecjalnie za mną przepadała. Miałam kilka dziewczyn, z którymi się przyjaźniłam, rozmawiałam i spotykałam, lecz reszta zawsze widziała we mnie rywalkę. Przede wszystkim były zazdrosne o Maxa. Jasnowłosy przystojniak często ze mną rozmawiał, śmiał się i chodził na zwiady gdyż był drugim prefektem. Jego dziewczyny były strasznie złe, że chodzę nocami z ich miłością, a wszyscy doskonale wiedzą, że byliśmy przez jakiś czas parą, więc wiele osób snuło jakieś plotki, że nocami robimy sobie schadzki w bibliotece na wiadome rzeczy. Wszystko to oczywiście było fałszem, a Max nigdy nie odważył się mnie dotknąć w jakiś erotyczny sposób. Wiedząc jak teraz zabawia się z dziewczynami cieszyłam się, że byliśmy przyjaciółmi. Czasami było mi przykro z tego powodu, jak traktuje dziewczyny, lecz… tak naprawdę każda go znała od dawna i wiedziały jaki jest. To był tylko ich problem.
Zeszłam krętymi schodami na parter, skąd szybko, głównym korytarzem, udałam się do jadalni. Wiedziałam, że tata znowu dzisiaj każe mi coś robić, więc wolałam od razu zjeść jakieś śniadanie, żeby później nie marudził, że robię sobie przerwy na jedzenie. To była właśnie wada z mieszkania na wakacjach w tym gmachu. Oprócz tego, że podczas semestru miałam naukę, to w czasie wakacji chodziłam i w kółko sprzątałam. Drażniło mnie to i bywały momenty, że uciekałam do lasu, ale zawsze później dostawałam reprymendę od dyrektora, czyli własnego ojca. 
Gdy zjadłam trzy bułeczki z dżemem z moreli oraz całość popiłam mrożoną herbatą, udałam się do gabinetu taty. Znajdował się na drugim piętrze tak jak pokoje dla nauczycieli. Bez zbędnego pukania weszłam do środka i podbiegłam do biurka, za którym siedział pan dyrektor.
– Dzień dobry, kochanie – powiedział nie podnosząc wzroku znad dokumentów, które podpisywał i czytał, a miał ich na biurku niemały stosik.
– Co będziemy dzisiaj robić? – zapytałam opadając na skórzany fotel.
– Dzisiaj mam papierkową robotę do załatwienia, a oprócz tego czekam na posłańca z dworu wampirów – westchnął spoglądając na duży zegar w rogu z kukułką i złotym wahadłem. Był już zabytkiem i wielokrotnie Harry oddawał go do naprawy. Nie chciał jednak go wyrzucać, gdyż był pamiątką rodzinną. ­– Poza tym muszę uporządkować biuro, nie mogę przecież rozpocząć semestru z takim bałaganem! Mam mnóstwo papierów sprzed pięciu lat, które nadają się jedynie do pieca. – uderzył otwartą dłonią w blat stołu. Po chwili jednakże podniósł na mnie swój wzrok i uśmiechnął się złośliwie – Ty natomiast razem z Maxem możesz przystrzyc trawnik, znowu jest za duży.
– Cały czas tylko kosimy trawnik! – oburzyłam się robiąc posępną minę.
– Skarbie to nie moja wina, że trawa rośnie, bo tak chce tego natura – zaśmiał się mój ojciec i odchylił się na fotelu.
– Znowu przyjedzie do ciebie ten fajtłapowaty listonosz? – zachichotałam pod nosem.
– Nawet jeśli na takiego wygląda, musisz pamiętać, że jest wampirem – upomniał mnie.
– Wiem tato, ale on go w ogóle nie przypomina – powiedziałam z uśmiechem, gdy przypomniałam sobie szczupłego, niskiego mężczyznę (wampira wampira i wampira ;P ), z ogromnymi okularami na nosie i z piegami wokół. Chodził zgarbiony i wyglądał jak obraz nędzy i rozpaczy. Nigdy w życiu nie uznałabym go za drapieżnika, gdybym nie miała o tym pojęcia. Aż zastanawiałam się, w jaki sposób on się żywi, bo nie mogłam uwierzyć w to, że taki fajtłapa mógłby złapać jakiegoś człowieka i wbić w jego szyję kły. Zawsze wyobrażałam sobie te bestie nieco inaczej, a tu takie coś…
– Cóż, we współczesnym świecie rzeczywiście strasznie upodabniają się do ludzi – wstał ze swojego miejsca i przeszedł do mahoniowego kredensu, gdzie postawił czajnik elektryczny z wodą. – Ale wampir zawsze pozostanie wampirem. Poza tym dwór wybrał właśnie takiego posłańca, żeby nasi rekruci nie zwracali na niego większej uwagi. Gdyby to był jakiś generał, który naprawdę wygląda jak drapieżnik, niektórzy mogliby się go bać.
– Możliwe – przyznałam rację ojcu. – Szczególnie młodsze pokolenie.
– Dokładnie – skinął głową. – Chcesz herbaty?
– Nie, dziękuję – odparłam spokojnie, a tata właśnie zalewał kawę. Wzięłam dużo powietrza w płuca i zaczęłam : – Kiedy będziemy mogli polować?
– Na upadłych? – dopytał, a ja skinęłam głową. – Póki co jesteś jeszcze rekrutką i nie masz żadnego obowiązku żeby zabijać.
– Ale ja nie chcę siedzieć bezczynnie – ciągnęłam dalej. – Ty miałeś piętnaście lat kiedy zamordowałeś pierwszego upadłego…
– Nie, Allyson – rzucił cierpko. – Zabiłem go, ponieważ zaatakował moją rodzinę. To było działanie w afekcie. Ty nie musisz już się wyrywać, spokojnie się wszystkiego naucz, zabijanie przyjdzie z czasem.
Spojrzałam na jego ostry wyraz twarzy i zasmuciłam się trochę. Nie uważałam się za lepszą od wszystkich, ale nie podobało mi się to, że dużo naszych ludzi ginie w walce z wampirami, a ja w żaden sposób nie mogę pomóc. Odnosiłam wrażenie, że poradziłabym sobie z tą bestią. Jestem szybka, zwinna i silna. Może to mogły być jedynie moje dziwne wyobrażenia, ale naprawdę nie chciałam siedzieć bezczynnie wobec tragedii, jaka ostatnio miała miejsce. Ta która pochłonęła kilku naszych nauczycieli i innych łowców.
– Więc, co tym razem napisałeś do dworu? – zapytałam zmieniając temat i spoglądając na swojego wysokiego i dobrze zbudowanego tatę.  
– Cóż, w tej sytuacji zgłosiłem im, że wokół naszej akademii kręcą się upadli, a ponad to poprosiłem, żeby przysłali kogoś, kto mógłby was szkolić – usiadł za biurkiem z parującym kubkiem kawy.
– Mięlibyśmy być uczeni walki przez dworskie wampiry?!
Nie kryłam swojego zdziwienia i zafascynowania. To mogło być najlepsze przeżycie, jakie kiedykolwiek dotąd miałam! Strażnicy królowej uchodzili za najlepszych, jeśli chodzi o znajomość sztuk walki, jeśli zaczną nas trenować, może być wspaniale! Już wyobrażam sobie, jak później będziemy łatwo mogli zamordować tych wstrętnych upadłych.
– O ile się zgodzą – wymruczał. – A teraz pędź do pracy.
Poderwałam się z fotela i szybko wybiegłam z jego gabinetu. Z uśmiechem na twarzy przebiegłam przez cały korytarz, a później schodami zeszłam na niższe piętro. Nie musiałam długo szukać przystojnej zguby i od razu, po odnalezieniu go zaciągnęłam chłopaka do pracy przy trawniku. Mruczał coś niezadowolony, podobnie jak ja, lecz miałam wtedy więcej czasu, żeby przemyśleć wszystko.
Razem udaliśmy się do niewielkiego składziku, skąd chłopak wyciągnął kosiarkę, a ja taczki, do których będziemy wrzucali skoszoną i zgromadzoną w koszu trawę. Anastasia już pracowała przy kwiatach, ponieważ uwielbiała tą pracę ( po przecinku - uwielbiała ta pracę) i trzeba było jej przyznać, że znała się na kwiatach i umiała o nie zadbać. Lubiłam tą dziewczynę, chociaż była mało rozmowna i zachowywała się jak socjopata. Pamiętam, że w pierwszej klasie niespecjalnie ją lubiłam, za jej specyficzny styl bycia. Przekonałam się jaka jest miła po tym, gdy odwróciły się ode mnie przyjaciółki. Na początku swojego szkolenia byłam naprawdę okropną osobą i wiele razy biłam się w piersi za to, co robiłam. Razem z fałszywymi przyjaciółkami nieco dręczyłyśmy inne osoby. Dopiero później, gdy zaczęło mi się układać z Maxem, dziewczyny z zazdrości odwróciły się ode mnie plotkując na mój temat na prawo i lewo. Zostałam wtedy sama i raptem kilka dziewczyn się do mnie odzywało. Tak zresztą zostało do tej pory. W obecnej chwili miałam więcej męskich znajomych, niż żeńskich, co dla mnie samej było ogromnym zaskoczeniem.
Już po kilku godzinach z lasu otaczającego akademię wyszli łowcy, którzy pilnowali wielkiego muru. W dzień byliśmy teoretycznie bezpieczni, gdyż upadli przebywając zbyt długo na słońcu palili się, jednak nocą wielokrotnie nie mogliśmy zmrużyć oka. Ja sama ciągle bałam się o innych i nikomu nie życzyłam śmierci. Wiedziałam, jak strasznymi bestiami są upadli i co potrafią zrobić z człowiekiem, dlatego jak najszybciej chciałam ukończyć szkołę i zacząć pomagać przy ich eliminacji.
Zaraz gdy Max zaczął kosić trawnik, ja zabrałam się za przycinanie jej w miejscach trudniej dostępnych dla maszyny. Robiłam sobie przerwy tylko po to, by wywieźć na taczce trawę, którą zgromadził chłopak. Wszystko trafiało do kompostownika, gdzie później służyła nam jako nawóz do małego ogródeczka, który również mięliśmy przy akademii. Czasami nie było czasu, żeby wyjechać po jedzenie do miasta, więc świeże owoce i warzywa były hodowane na miejscu. Chodziło również o to, by zaoszczędzić trochę pieniędzy, aby przeznaczyć je na potrzebny sprzęt do ćwiczeń, lub broń, której niestety stale nam brakowało. Harry dwoił się i troił żeby zdobywać pieniądze, oczywiście legalnie.
Po paru godzinach pracy, poszłam na stołówkę, skąd przyniosłam dwa schłodzone picia i cztery kanapki, ponieważ wiedziałam, że Max będzie jak zwykle głodny. Nie pomyliłam się w ogóle. Gdy tylko przyszłam z powrotem do ogrodu, siedział już pod drzewem i wycierał pot w koszulkę. Na mój widok od razu się uśmiechnął i wyciągnął rękę po picie i kanapkę, które szybko mu wręczyłam.
– Złota z ciebie dziewczynka – zaśmiał się. – Więc co tym razem wymyślił twój ojciec? – zapytał, gdy już usadowiliśmy pod drzewem podczas naszej przerwy. Był trochę spocony, a jego policzki zaróżowiły się od słońca. Ponad to  w kowbojskim kapeluszu wyglądał niezwykle pociągająco, jak zawsze zresztą. Miał ten swój urok. – Jak w tym roku będziemy trenować, skoro zginęło kilku naszych nauczycieli?
– Cóż – przysunęłam się bliżej chłopaka, żeby nie musieć mówić głośno. – Napisał list do dworu, czy nie mogliby przysłać nam kilku wampirów do trenowania nas.
– Serio? – blondyn zrobił duże oczy i przez chwile wyglądał tak, jakby był szczerze zmieszany. – I jak ci się ten pomysł podoba? Ja nie chciałbym trenować z dworskimi wampirami.
– Nie wiem – wzruszyłam ramionami. – A ja za to bardzo chętnie chciałabym się czegoś od nich nauczyć. Zastanawiam się jacy są naprawdę, jak się zachowują…
– Jak snoby i skończeni kretyni – podsumował mnie Max, przez co mina mi trochę zrzedła. – Oni nie są tacy grzeczni jak ja i od razu zaciągają kobiety do łóżka. Ba! Nawet małe dziewczynki. Tata opowiadał mi, że nie obchodzą ich dziewczęta, a każdy wampir, któremu nie urodzi się syn, jest pośmiewiskiem dworu. Mają umysł na poziomie średniowiecza.
– Nie wiem co o tym wszystkim myśleć – poprawiłam kucyka na głowie i upiłam trochę wody. – Na pewno nie będziemy mieć z nimi bliższego kontaktu, ale treningi mogą być ciekawe.
– Oby – mruknął i jednym kęsem odgryzł prawię połowę kanapki. – Wolałbym, żeby pokwapili się i przysłali jakiegoś ich generała, albo chociaż strażników, którzy przypominają wampiry. Już wysłali nam posłańca, którego można by zabić samym wzrokiem.
– Tata twierdzi, że wysłali takiego, żeby nasi najmłodsi rekruci się go nie obawiali – wzruszyłam ramionami i ugryzłam swoją kanapkę.
– Według mnie każdy z nas powinien oswoić się z tymi potworami, a nie unikać ich.
– Dlatego właśnie uważam, że te lekcje będą czymś świetnym.
– Miejmy nadzieję.
Dokończyliśmy naszą przekąskę, popiliśmy wodą i wstaliśmy z trawnika. Max ściągnął koszulkę, wytarł w nią swój pot i rzucił w moim kierunku, a ja starannie uniknęłam zderzenia z jego zapachem. Jego uśmiech zrobił się jeszcze bardziej szeroki. Włożył do ust źdźbło trawy, poprawił kapelusz na głowie i odpalił maszynę rozpoczynając dalsze pokonywanie trawki. Ja również zabrałam się do pracy, choć przyznam szczerze ogromnie mi się nie chciało, zwłaszcza, że było tak upalnie. Pot lał się z nas strumieniami, a słońce niemiłosiernie dogrzewało męcząc dodatkowo nas wszystkich.
Podczas przycinania jednego z krzewów obserwowałam jak nasi łowcy przechadzają się po murze wyszukując czegoś w lesie. Taka praca najmniej mi się podobała, ale ktoś zawsze musi stać na czatach i pilnować bezpieczeństwa innych. Ja wolałabym wyruszyć na pole walki i starać się przeżyć w tym trudnym świecie.
Pod koniec tamtego roku szkolnego, przez nieuwagę jednego ze strażników, do szkółki wpadło kilkoro z upadłych. Jak dziś pamiętam to, co wydarzyło się tamtej nocy. Stałam z Maxem i Jasonem na balkonie w pokoju gościnnym i z przerażeniem oglądaliśmy rzeź, która miała miejsce pod naszymi nogami. Mięliśmy absolutny zakaz schodzenia na niższe piętro i jedyne co mogliśmy zrobić, to rzucać jakimiś rzeczami w upadłych, żeby jakoś ich zranić. Widzieliśmy jak szybkie i silne są te bestie i jak łatwo rozrywają naszych nauczycieli wypijając ich krew. To było straszne i wciąż wiele osób nie otrząsnęło się po tej tragedii. Z tego względu, w tym roku w akademii będzie mniej uczniów.
  Gdy zbliżyła się pora obiadu, zostawiliśmy swoje przyrządy i udaliśmy się na stołówkę, gdzie szybko nałożyliśmy sobie pełne talerze jedzenia. Byliśmy głodni niczym wilki. Mój talerz wypełniony był frytkami, kawałkiem mięsa, sosem grzybowym i jeszcze surówką. Danie mojego przyjaciela składało się wyłącznie z mięsa i sosu na nim. Talerz z frytkami miał obok i wcale nie myślał o czymś z warzyw. Wbił widelec w sam środek mięsa i łapczywie obgryzał je z każdej strony na zmianę z frytkami, a ja się z niego jedynie śmiałam.
– No co? – zapytał z pełnymi ustami. – Jestem głodny!
– Nic przecież nie mówię – zachichotałam. – Gdzie ty to wszystko mieścisz?
– Od razu zamieniam to w mięśnie – odparł i napiął swojego bicepsa, żeby mi udowodnić swoje słowa. Przewróciłam jedynie oczami i zaczęłam jeść swoją porcję.
– Allyson? – w jadalni nagle pojawił się tata. – Jak skończysz, przyjdź do mojego gabinetu.
Skinęłam głową i posłałam Maxowi znaczące spojrzenie, a on również ze zdziwieniem na twarzy popatrzył się na mnie. Ton głosu Harrego, był nieco niepokojący. Skończyłam jednak jeść, a gdy to zrobiłam, wstałam z krzesła, wzięłam swój brudny talerz i odniosłam go do kuchni. Następnie wyszłam z jadalni i udałam się po schodach na piętro, prosto do jego gabinetu. Kiedy weszłam do środka, niemalże potknęłam się na leżących pudłach, którymi było wypełnione całe pomieszczenie. Jedne były z papierami, inne z albumami, jeszcze inne ze zwykłymi rzeczami. Pomiędzy nimi siedział dyrektor Slade i wpatrywał się w zdjęcie, które trzymał w dłoni. Widząc smutny wzrok swojego taty, domyśliłam się, że musiał patrzeć na portret mamy.
Zbliżyłam się do jednego pudła i przykucnęłam przy nim, jednocześnie zaglądając do środka. Moją uwagę przykuł duży, wykonany z ciemnego drewna i ozdabiany srebrnymi ornamentami kołek.
– O co chodzi, tato? – zapytałam, nie odrywając wzroku od pięknej rzeczy. 
– Postanowiłem wszystko uprzątnąć, jak widzisz – mruknął pod nosem, prawie niezrozumiale. – Te wszystkie rzeczy stale mi o niej przypominają. Twoja matka była wspaniałym łowcą.
– Chcesz to wyrzucić? – ciągnęłam z wyrzutem.
– Wyrzucić? – spojrzał na mnie z szeroko otworzonymi oczami. – Nigdy w życiu. Przeniosę je na strych, żeby spokojnie tam sobie leżały.
– Aham – skinęłam głową. – Skąd mama miała taki kołek?
– Dostała od swojego ojca – Harry zbliżył się do mnie powoli. – Zabija wampiry i wilkołaki.
– Niesamowity – westchnęłam obracając go w palcach. Mimo wielokrotnego użytku, ostrze nie stępiło się i nawet teraz uważałam, żeby się przypadkiem nie skaleczyć.
– Weź go. Wkrótce zakończysz szkołę, będziesz musiała się czymś bronić. – skinęłam głową i popatrzyłam w jego zielone tęczówki. – Oprócz tego, mam jeszcze coś dla ciebie.
Odsunął się do biurka, z którego zabrał niewielkie czarne pudełeczko, takie jak te, w których trzyma się biżuterię. Zbliżył się i otworzył wieczko, a moim oczom ukazał się piękny, srebrny smok. Widziałam go już wcześniej, na szyi Sary.
– Powinnaś go nosić.
– Będę – przejechałam delikatnie opuszkami palców, po pięknym srebrze.
Tata wyjął go z opakowania i zapiął mi na szyi. Zaraz po tym mocno się do niego przytuliłam i pozwoliłam, żeby łzy spłynęły po mojej twarzy. Nie zdejmę go choćby na moment, należał w końcu do mojej mamy, taką miałam po niej pamiątkę. Poczułam ciepłą dłoń swojego ojca na głowie, a uścisk między nami zrobił się mocniejszy. Wiedziałam, że troszczy się o mnie jak tylko może i nie chciałam, żeby musiał cierpieć przeze mnie. Z drugiej jednak strony, nie chciałam być też tak bardzo zależna od niego… miałam rozdarte serce.
– Nie wierzę, że to już ostatni rok – złapał mnie delikatnie za ramiona, by spojrzeć mi w oczy. – Nie pamiętam nawet, kiedy moja mała Ally, stała się kobietą.
– Tato… – jęknęłam.
– Jesteś do niej strasznie podobna – uśmiechnął się. – Kocham cię, słonko.
– Ja ciebie też, tato.
Wyszłam z jego gabinetu poruszona do łez, ale też szczęśliwa. Żeby trochę ochłonąć, wyszłam ze szkoły i po cichu zakradłam się do lasu, po północnej części. Przeszłam się wzdłuż strumyka, następnie przeszłam po niewielkiej kładce, a stamtąd przeszłam prosto do starej altanki w środku lasu. Usiadłam na ławce, odpięłam smoka i przez długi czas wpatrywałam się w niego. Pamiętałam każdy szczegół, z tamtego dnia, w którym zginęła mama. Widziałam, jak szarpie się z upadłym, gdy ten zatopił swoje kły w jej szyi, rozdzierając ją na pół. Nigdy sprzed oczu nie zniknie mi obraz, jej przestraszonej twarzy. Nie zapomnę również tego, jak bardzo piszczałam na bestię, żeby puściła moją mamę.
Kilka słonych łez spłynęło po moim policzku. Właśnie dlatego chciałam wyrywać się ze szkoły. Chciałam zemścić się na nich za to, że odebrali mi matkę. Oni nie zasługiwali na to, żeby w ogóle chodzić po ziemi.

  Hej Misiaczki :* Co tam u Was? :D
  Rozdział miałam wstawić w piątek, ale dzisiaj dostałam dużą wenę i udało mi się go skończyć. Jak zauważyliście, jest on znacznie krótszy od poprzedniego. Dlaczego? Już wyjaśniam, ciężej mi się piszę dziewczyną niż facetem XD Przeglądnęłam wszystkie rozdziały jakie mam i każdy Dylana ma minimum 10 stron, a Allyson tak 5-8 max ;-;
  Będę się tak bawić ze stroną opisującą :D Najwięcej oczywiście będzie Dylana i Ally, ale znajdą się również wtrącenia ze strony Jaspera, albo innego ważniejszego dworzanina :) Nie będą to długaśne rozdziały, ale myślę, że mogą być ciekawym urozmaiceniem :D
  No dobrze, co sądzicie na temat nowej bohaterki? :D Przypomina starą? Oby nie ;-; Piszcie co ciekawego zauważyliście :P Jestem bardzo ciekawa xD no i nie zdenerwuję się, jeśli ktoś by mi coś rzekł, na temat błędów :D
  Pozdrawiam :* 

31 komentarzy:

  1. Tutaj będzie mój komentarz. W sobotę. Przepraszam, ale ja również mam ciężki czas i bardzo dużo nauki. To wszystko przez nauczycieli, którzy nie mają litości. Jeszcze raz przepraszam :( Wynagrodzę Ci to bardzo obfitym komentarzem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak pisałam wcześniej dopiero dzisiaj znalazłam czas, więc oto jestem :D
      Przechodząc do rozdziału. Zazdroszczę Ally tego pięknego widoku co wieczór i w ogóle tego, że może wejść na dach. Ja co prawda mieszkam trochę wysoko, ale i tak cały księżyc zasłaniają mi inne domy. Poza tym, gdybym chciała wyjść przez okno to prawdopodobieństwo, że spadłabym z dużej wysokości jest w 99 procentach. Jednak współczuje jej tego, że przez cały rok (nie licząc wyjazdów do babci) siedzi w akademi, nawet w porze wakacyjnej. Nie dość, że dziewczyna jest tam podczas przerwy, to jeszcze musi pracować. Ja rozumiem, że jest córką dyrektora i nie ma zbyt dużego wyboru, ponieważ chce być tym łowcą, ale ona ma dopiero 17 lat. To jest młody wiek. Moim zdaniem to trochę krzywdzące. Powinna chociaż przez te dwa miesiące pojechać do babci albo pójść na zakupy i odpocząć od tej szkoły. Jeśli dobrze policzyłam, to mieszka w tej placówce już trzy lata. Łał. Podziwiam jej wytrwałość.
      Skoro zaczęłam gadać o jej tacie Ally to powiem na ten temat coś jeszcze. Bardzo wzruszyła mnie ta relacja między córką, a ojcem. Widać, że po śmierci matki jeszcze bardziej dba o swoją ukochaną córeczkę i troszczy się o nią. Czasami traktuje ją jak małą dziewczynkę, pomimo tego, iż jest prawie dorosła i już niedługo skończy szkółkę. Kiedyś mama mi powiedziała, że nawet jeśli ktoś będzie miał 54 lata oraz założy rodzinę i będzie miał wnuki, to rodzic zawsze będzie uważał go za dziecko. I tak właśnie jest tutaj. Pomimo tego, że Ally ma 17 lat, ojciec nie pozwala jej wyruszyć na polowanie, ponieważ się o nią boi (powiedziałabym, że trochę za bardzo), ale co mu się dziwić, skoro jego żonę zabił właśnie wampir. Szkoda mi tej dwójki, a szcególnie Ally. Dziewczyna wiele przecierpiała. Była w końcu świadkiem morderstwa swojej rodzicielki. Myślę, że jej śmierć zbliżyła do siebie Ally i jej ojca, dzięki czemu mogli wzmocnić swoje więzi. W ogóle, kiedy podarował jej naszyjnik i kołek swojej żony, to opisałaś te przedmioty tak, że mogłam je sobie wyobrazić.
      Chciałabym powiedzieć coś o samej osobie Ally. No więc tak. Jak pisałam wcześniej trochę mi jej żal. Przeżyć tyle rzeczy w tak krótkim czasie jest na pewno trudne, szczególnie dla osób wrażliwych. Musiało być jej ciężko :( Pisałaś, że była inną osobą. Fragment: "Razem z fałszywymi przyjaciółkami nieco dręczyłyśmy inne osoby" , ale z tego fragmentu: "Na początku swojego szkolenia byłam naprawdę okropną osobą i wiele razy biłam się w piersi za to, co robiłam" wnioskuję, że dziewczyna naprawdę żąłuje tego co robiła. Dobrze, że żałuje, ponieważ świadczy to o jej charakterze. Napisałaś, że Ally pragnie zemsty, czego wcale nie pochwalam, ale rozumiem jej tok myślenia i potrafię ją zrozumieć. Jak narazie podoba mi się jej postać. Nie denerwuje mnie, a to jest najważniejsze. Wcześniej pisałam również o tym, że ojciec nie pozwala jej polować. W rozdziale było napisane, że on sam pierwszy raz zabił upadłego w wieku 15 lat. Dlatego moje pytanie do Ciebie brzmi: W którym roku zabija się martwych? W sensie ile powinno się mieć lat? Nie mówię tu o wyjątkowych przypadkach, takich jakie miał tata Ally. Pytam z czystej ciekawości :)

      Usuń
    2. Co do Maxa. Zacznijmy od tego, że jest przyjacielem Ally. Nie no, dziewczyna ma naprawdę pecha. Oczywiście nie mam nic do Maxa, wydaje się dobrym przyjacielem, ale mieć za przyjaciela największego przystojniaka w szkole, to po prostu porażka. Z jednej strony świetny przyjaciel, ale z drugiej tylko przyjaciel. Poza tym gościu wydaje się spoko. W pewnym momencie nawet mnie rozśmieszył. Co prawda, nie lubię facetów , którzy bawią się dziewczynami, a póżniej je przucają, tak zwanych kobieciarzy, ale w jego przypadku jest inaczej XD Wydaje się osobą sympatyczną i otwartą, poza tym powiedział,że uważa dworskie wampiry za snobów i kretynów, a on ich nie lubi, co oznacza, że taki nie jest.
      Zaciekawiła mnie ta sprawa z listami. Chodzi mi o szkolenie przyszłych łowców przez wampiry. Jakoś tego nie widzę. Przecież to dwa odmienne światy, a jakby tego było mało, to obie rasy za sobą nie przepadają. Jednak przyznam, że chciałabym przeczytać scenę, w której wampir poucza łowce. Z pewnością byłoby śmiesznie :D Oczywiście dla nas, czyli czytelników, a nie dla łowcy. Tak czy owak treningi na pewno nie skończyłyby się happy endem. Prędzej jakąś kłótnią lub bójką. Druga sprawa to taka, że wampiry raczej się nie zgodzą. Jeśli wyślą wampiry, aby szkoliły prefektów, to skutkiem treningu będzie większe doświadczenie w walce i mniejszy strach, co oznacza większe szanse na zabicie wampira, czyli mogą stać się dla nich zagrożeniem. A na to nie mogą już sobie pozwolić.
      To chyba wszystko co chciałam napisać. Życzę weny i dużo czasu na pisanie dla nas rozdziału :*

      Usuń
    3. Hejcia :*
      Niestety Ally musi się podporządkować pracy jej ojca :P I nie mieszka w akademii 3 lat, ale trochę dłużej :D
      To fakt, wcześniej nie budowałam takiej relacji dziewczyny z ojcem, ale teraz o to zadbam :D w końcu rodzice to chyba najważniejsze osoby w życiu każdego człowieka ^^
      Ally jest żywiołowa i porywcza, tak jak jej ojciec, dlatego pragnie zemsty :P Już wkrótce się przekona, że to wcale nie takie łatwe :D Teoretycznie po skończonym szkoleniu, czyli po 18 roku, dostaje się broń i zabija się upadłych :) No ale są właśnie takie wyjątki jak Harry nieustraszony Slade :D
      Maxa mam w planie przedstawić w dobrym świetle :D Lubi być w centrum uwagi ale też nie chcę z niego robić takiego zadufanego w sobie gnojka :D
      Treningi to dopiero w przyszłości :D Na razie nie zdradzam żadnych szczegółów na ich temat :P Ale słuszna uwaga, może być ciężko xD
      Bardzo dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  2. To będzie mój ulubiony rozdział, sama nie wiem dlaczego, ale mega fajnie mi się go czytało i tak strasznie szybko:D ten rozdział był super ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uhuhuhuhuhu. Ten rozdział jest taki bardziej delikatniejszy. Przyznam, że bardzo przypadł mi do gustu! :D
    Wiadomo, że nie za bardzo wiem jaka wcześniej była główna bohaterka (bo trochę ciężko mi to było nadrobić), jednak wydaje mi się, że była o wiele delikatniejszą dziewczyneczką. Oczywiście nie popieram wcześniejszego znęcania się Ally nad innymi osobami. Jak widać i do niej "karma" wróciła. Po tym wparowaniu upadłych przez nieuwagę jednego ze strażników, nie dziwię się, że rekrutów będzie mniej. Na oczach wielu zabijano ich nauczycieli. To też pokazało, jaka praca strażnika jest ważna! Chwila nieuwagi i tragedia gotowa. Może wydaje się Allyson to trochę nudną fuchą, ale dzięki nim może chociaż trochę poczuć się bezpiecznie, bo czuwają oni nad bezpieczeństwem całej placówki.
    To teraz się dziewczyna zdziwi jak zobaczy Dylana. Skoro chciała świetnego wojownika, wampira z krwi i kości, to dostanie takiego o jakim marzyła. xD Nawet przesadnie. xD
    Jeśli chodzi o Maxa to jego stosunek co do dziewczyn nie jest godny szacunki. O wampirach to może myśleć wszystko, jednak nie zna wszystkich szczegółów ich dotyczących. Ogółem chłopak wydaje mi się trochę zabawny. Czy trochę bardziej go polubię? Zobaczymy. W każdym razie już mogę teraz śmiało powiedzieć, że nie dogada się z Dylanem. xD
    Oczywiście ciekawią mnie ich treningi i w ogóle, ale większość rekrutów to chyba zrezygnuje po jednej lekcji z Denverem. xD Trochę im współczuję, aczkolwiek czekam na to z ogromnym uśmiechem satysfakcji. :D Niech ich wymęczy! Hahahaha. :D
    Jeśli chodzi o błędy:
    "Razem udaliśmy się do niewielkiego składziku, skąd chłopak wyciągnął kosiarkę, a ja taczki, o których będziemy..." - tutaj raczej powinno być "do których";
    "– Jesteś do niej strasznie podobna – uśmiechnął się. – Kocham cię, słonko.
    – Ja ciebie też Ally." - a tutaj raczej powinno być "Ja ciebie też tato", bo jej ojciec już wcześniej powiedział "kocham cię, słonko" i to wychodzi jakby mówiła sama do siebie.
    Co by tu jeszcze powiedzieć. Jeśli chodzi o wytłumaczenie się to wszystkie wyjaśnienia mojego spóźnienia zawarte są w tym poście:
    http://mrok-fanfic.blogspot.com/2016/09/liebster-blog-award-nominacja-3.html
    Również w nim nominowałam cię kochana do LBA. Nie wiem czy je przyjmujesz, ale ten blog jest świetny i chociaż tam chciałabym go docenić, choć wiem, że większość daje te nominacje, żeby się ich "pozbyć".
    W każdym razie bardzo ważne info zawarte jest na końcu nominacji. :)
    Morza weny twórczej kochana życzę. Oby cię chęci i do pisania nigdy nie opuściły! :D
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Witam :3
      Była delikatniejsza, bo była zwykłą dziewczyną :D A Ally od początku jest przygotowywana na łowcę, na kogoś kto ma zabijać xd Bardzo trafna uwaga :) Praca strażnika jest nawet ważniejsza niż polowanie. Gdy się poluje każdy myśli o sobie, a będąc strażnikiem ma się świadomość, że jeśli się zawali, to będzie dużo ofiar :)
      Oj jak spotka Dylana to się może zdziwić i to cholernie xD Przepaść jest bowiem między posłańcem, a zabójcą na zlecenie xD No i niestety łowcy nie będą mogli zrezygnować z treningu :P to nie jest coś, co będą wybierać xd
      Dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  4. Przyznam, że rozdział spokojny i jak na ciebie krótki ale długość nie ma znaczenia, przynajmniej dla mnie. Przyjemnie mi się czytało.
    Co do fabuły rozdziału, to bardzo mi się podoba ta nowa Ally. Starałam się nie porównywać poprzedniej Ally ale sama mi się wkradła do głowy. Mogę przyznać szczerze, że zdecydowanie wolę nową Ally, jest bardziej doświadczona i zdecydowanie nie jest bezbronna. Podoba mi się fakt, że ma takiego przyjaciela i to, że po zerwaniu są przyjaciółmi którzy nie krępują się swoim towarzystwem. Duży plus. Szkoda tylko że musiała patrzeć na śmierć swojej matki. Odniosłam wrażenie, że trochę czuję się winna bo nie zdołała ocalić matki, a teraz tak rwie się aby wyjść z akademii i bronić niewinnych przed upadłymi.
    Już nie mogę się doczekać aż u bram akademii pojawi się Dylan, mam w głowie tyle wizji na temat ich spotkania, A jeśli to Dylan będzie ich trenował to aż na mojej twarzy pojawia się banan i bardzo ale to bardzo im współczuję. Możliwie, że wielu zrezygnuje po pierwszej lekcji albo nawet jak tylko go zobaczą. Ale mogę też się mylić, kto wie.
    Na pewno będzie bardzo, ale to bardzo ciekawie i jednocześnie zabawnie.

    To tyle z mojej strony.
    Życzę Ci sporo weny i czasu przede wszystkim.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie w wolnej chwili :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Początki zawsze są spokojne :P Przecież nie będę rozrywać ludzi już w drugim rozdziale mimo iż bym chciała :P
      Cieszę się, że podoba Ci się Ally :D Póki co jej charakter jest taki jak sobie zaplanowałam i nie odchodzę od tego xd I mam nadzieję, że nie odejdę xD Masz rację, trochę boli ją to, że nic nie była w stanie zrobić :) Ale też co takiego byłaby w stanie uczynić w wieku 7 lat? No nic :X
      Ojj zawiodę Cię odrobinkę, bo Dylan nie będzie ich trenował :P Jest do tego zbyt leniwy xd
      Dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  5. Dzień dobry.
    Na wstępie muszę przyznać, że bardzo imponująca historia, choć to dopiero jej początek :) A to już wielki atut, że tak wcześnie robi tak dobre wrażenie.
    Po pierwsze : fascynujący szablon. Kiedy po raz pierwszy weszłam na tą stronę, mówię „Wow! Nie da się od niego oderwać oczu!” Jest naprawdę fantastyczny :)
    No i zaczęłam czytać…
    Szczerze? Po samym prologu już mnie masz! :) Od razu złapałaś mnie tą historią. Po przeczytaniu prologu, mówię „ To mój styl, moje klimaty. To ten odlot, którego szukałam.”
    Historia ma swój początek, gdzieś w dalekiej przeszłości. Widać, że przed opublikowaniem, wszystko sobie przemyślałaś, nie pozwoliłaś aby jakikolwiek wątek był źle skonstruowany.
    Richard to wampir o naturze, która budzi z jednej strony moje przerażenie, a z drugiej fascynację. Ma w sobie coś, co daje mu nieśmiertelność w mojej pamięci i myślę, że to samo w genach przekazał Dylanowi. :)
    Ród ma swoją historię, swoje tajemnice. I to mi się bardzo podoba. Historia ma twardy fundament, na którym zostaną zbudowani bohaterowie, relacje między nimi, cała tajemnica, która jest tylko w Twojej wyobraźni.
    Dobrze radzisz sobie z opisami, dlatego z łatwością mogłam wyobrazić sobie młodszego Denvera, siedzącego na radzie ze swoim ciętym języczkiem i pogardliwym spojrzeniem na innych.
    Dylan jako dyplomata? Ciężko mi to sobie wyobrazić i coś mi mówi, że nas zaskoczysz, więc tym bardziej nie mogę się doczekać tej sceny! :D
    Wydarzenie z Laurel było dość zabawne :) Zwłaszcza to, że Dylana zaintrygowały te dziewczyny, którym ponoć się podoba.
    Przejdźmy do sprawy młodej łowczyni…
    Podoba mi się jej charakter. Nie lubi bierności i marnowania czasu, a koszenie trawnika nie jest szczytem jej marzeń… ;)
    Z jednej strony jest twarda. Myśli, że poradzi sobie z zamordowaniem upadłego. Ale coś mi każe myśleć, że nie jest jeszcze na to gotowa…
    Z drugiej natomiast strony jej wnętrze jest bardzo wrażliwe. Nie może i być może też nie chce pogodzić się ze stratą matki. Jest to dla niej piętno na resztę życia. Taka rana nigdy nie będzie do końca wyleczona, ale mam nadzieję, że choć w pewnym stopniu uda się dziewczynie przezwyciężyć cierpienie.
    Jak to mówią, co nas nie zabije, to nas wzmocni, więc myślę, że śmierć matki uczyniła Allyson silniejszą pod względem psychicznym, co znowu jest jej motorem do działania fizycznego :) I tak oto powstaje nam ciąg przyczynowo – skutkowy. ;)
    Jeżeli chodzi o postać Maxa, to nie za bardzo mi przypadł do gustu. Myślę, że stosunki jego z Dylanem nie będą zbyt pokojowe… Max to kobieciarz, który wykorzystuje to, że jest przystojny… I chyba to mnie w nim najbardziej wkurza. Choć z drugiej strony dziewczyny, które się z nim umawiają są po prostu naiwne. Sama Allyson podobnie stwierdziła. Lepiej nie ruszać tego, który nosi już na plecach etykietkę, że jest bogato doświadczony w pewnych relacjach…
    Tak szczerze, to nie mogę się już doczekać, pierwszego spotkania Dylana i Allyson :D Wyobrażam sobie jak może to wyglądać, ale jestem pewna, że Ty wykombinujesz to inaczej i to w o wiele lepszym wydaniu niż mogę się tego spodziewać :)
    Rozdział 2 czytałam wczoraj po przyjściu ze szkoły. Jest naprawdę bardzo przyjemny i bardzo szybko się go czyta. Gdyby to było w wersji papierowej mogłabym powiedzieć, że kartki przelatują mi przesz palce :)
    Dziękuję bardzo za tak fascynujący odlot od rzeczywistości po tak wyczerpującym tygodniu…
    Pomogło mi! :)
    Jak byś mogła to odpowiedz kiedy, tak mniej więcej mogę się spodziewać 3 rozdziału, proszę.
    Zdaję sobie sprawę, że to wszystko jest czasochłonne, ale spokojnie, uzbrojona jestem w cierpliwość :D Na pewno zostanę z Tobą i Twoim opowiadaniem, bo warto!
    Czekam na dalszy ciąg i ściskam,
    Twoja Allyson :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj :*
      Właśnie dlatego zaczęłam pisać od nowa xD Musiałam wszystko ustalić, co, gdzie, jak i kiedy :D Poprzednio było wiele nieścisłości, więc teraz zabieram się za to z lepszym przygotowaniem :D A szablon również mi się podoba :P
      Co do powiązania Dylana z Richardem to na razie nic nie mówię :D To tylko taka informacja. Taka żeby drażniła tymczasowym brakiem wytłumaczenia :D
      Dyplomacja Dylana kuleje pod każdym względem, ale może uda mu się załatwić to wszystko :D Oczywiście nie od razu tak pojawi się w akademii xD Dlatego apeluję o cierpliwość :D
      Rozdział 3 jest niestety w rozsypce i to strasznej :C Naprawiam go od 3 tygodni, ale ciężko mi to idzie przez brak czasu (całe szczęście zachorowałam to mogę coś poczytać i popisać xD). Może w pierwszym tygodniu listopada się pojawi :)
      Dziękuję za miłe słowa i obszerny komentarz :* Bardzo się cieszę, że powieść Ci się spodobała ^^

      Usuń
  6. Alyson wydaje się być ciekawą osobą. Już po pierwszych słowach zdaje się być osobą pełną energii, wystrzałową, nieprzewidywalną, choć pewnie przekonam się o tym jeszcze, w kolejnych częściach, albo w dalszej części rozdziału :)
    Dobrze jest wiedzieć, jak wszystko wygląda z innej strony, u łowców. Pojawienie się tam wampira, szkoleniowca, na pewno sprawi, że atmosfera zrobi się jeszcze gorętsza i inspirująca, już nie mogę się doczekać! :D

    Kurde, friendzone... W sumie szkoda, a w sumie to nie XD Muszę poznać bliżej Maxa, żeby dowiedzieć się o nim nieco więcej. Więc czytam dalej i wrócę z kolejną częścią komentarza, kilka enterow niżej :D


    Wiedziałam, że A jest bardzo porywcza :D W końcu chce jak najszybciej i czym prędzej wyruszyć na polowanie i zabić. Nie odpowiada jej ciągłe siedzenie w akademii, no i obstawiam, że pewnie ciągle próbuje przewyższyć przyjaciela, by stać się od niego o wiele lepszą.
    Nie mogę doczekać się zdziwienia na jej oczach, gdy jej oczom nie ukaże się fajtłapowaty listonosz, tylko sam wysoko postawiony wampir :D
    Boże, chwila, coś mi się pomyliło. Upadli a wampiry to dwie różne rzeczy, soł... Dobra, chwila, chyba już sobie to poukładałam, jest okej :D
    Max nie jest do końca przekonany co do decyzji trenowania rekrutów przez wampira, no i może ma z tym słuszne obawy, choć kto wie? Może właśnie to, że młodzi będą się go obawiać i dlatego będzie im to szło lepiej? Bo nie będa chcieli, by stała się mu krzywda.
    A jest bardzo pozytywna, widać że chce się uczyć i trenować, być lepszą. Zaskoczy ją na 100% widok tego chłopaka, JUŻ TO WIDZĘ :D o i oczywiście będą z tym problemy, bo jakże :D
    A może nie?

    Biedna Alyson... Strasznie mi jej szkoda z powodu jej mamy. Widać, jak bardzo z tego powodu cierpi. Jej tata tak samo. Obojgu pewnie było ciężko po takiej stracie. Żadna rodzina nie pozbiera się szybko po kompletnej utracie jednej z najważniejszych osób w ich rodzinie. Cud, że charakter jej został, że nie straciła zapału, a wręcz widocznie chęć zabijania w niej wzrosła, dlatego jest taka zdeterminowana i chce być najlepszą. Totalnie to rozumiem...

    Ogólnie to chciałabym zaproponować justowanie tekstu, bo zaczęło troszkę męczyć mnie to, tak troszkę nieestetycznie, no i proponuję zwiększenie akapitow, by to nie wyglądało na jednolity tekst tak bardzo, żeby było ładniej :)


    Pozdrawiam serdecznie!
    Jeśli spodoba Ci się tematyka, fantasy i demony, zapraszam w przyszłości do siebie :)
    http://further-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejcia :*
      Muszę powiedzieć od razu, że ja również w taki sposób czytam i komentuje XD Gdy przeczytam całość to mi się czasem zapomni co miałam dodać do danego fragmentu, a tak to wszystko uwzględnię i wiem co miałam napisać xD
      To właśnie zaplanowałam! Wcześniej miałam tylko Dylana przez pół książki i drugie pół była Lexi. Teraz będzie perspektywa większej ilości osób, żeby się lepiej zapoznać ze wszystkimi :D
      Problemów z Allyson będzie mnóstwo! :D A co do Maxa i treningów to być może masz rację, ale zanim do czegoś dojdzie, musi się pojawić wampir :P
      Właśnie z tym tekstem mam trochę problem, ale akapity zrobię większe :)
      Dziękuję bardzo za komentarz :* Wkrótce zajrzę i do Ciebie :D

      Usuń
  7. Widać, że Ally nie może się doczekać chwili, w której będzie mogła walczyć. Ciekawe tylko czy bardziej jest to spowodowane tym, że pochodzi z rodziny łowców czy zemstą za śmierć matki. A może jednym i drugim. Źle robiła, że wcześniej źle traktowała osoby ze szkoły, ale dobrze że tego żałuje.
    Treningu z wampirami w akademii łowców jeszcze nie było, więc nic dziwnego, że ally nie może się tego doczekać. Ciekawe kogo im tam przyślą.
    Max jest dobrym przyjacielem dla Ally. Dobrze, że po nieudanym związku jeszcze się przyjaźnią.
    Widać, że Ally ma dobre relacje z ojcem. Ojciec może jest trochę nadopiekuńczy wobec niej, ale nie dziwię mu się. Martwi się o nią, ma teraz tylko ją i nie chce żeby zginęła.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejcia :*
      Raczej obie z tych rzeczy :D No cóż, każdy ma jakieś błędy w przeszłości :)
      To fakt, takiej rewelacji jeszcze nie było i ryzyko jest ogromne :P A kogóż innego mieliby wysłać, jak nie Dylana? :D
      Dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  8. Hej :)
    Widziałam link u mnie na blogu i zajrzałam do Ciebie. Przeczytałam Prolog i połowę rozdziału 1.
    Opowiadania o wampirach nie leżą w moim guście. Naprawdę. Tego słynnego Zmierzchu też nie czytałam ani nie oglądałam XD
    Po prostu, no nie lubię. Nie ciekawią mnie :)
    Zdecydowanie bardziej wole anioły :3

    Ale powiem Ci, że masz bardzo dobry i fajny styl pisania! Czytając widziałam płynnie przewijające się sceny, nie wychwyciłam błędów (w treściach, które przeczytałam). Za to idealnie wyobraziłam sobie wygląd bohaterów - ciacha :3 i opisywane miejsca.

    Także wpadłam tylko tyle powiedzieć, ponieważ nie chciałam zostawiać Twojego komentarza bez odzewu :)
    Z pewnością ktoś wejdzie w zakładkę u mnie na blogu i się zainteresuje Twoim opowiadaniem. Ja, jak już mówiłam nie darze sympatią książek o wampirach, nie są w moim guście i już :P

    Życzę dużo weny, jak i inspiracji. No i wielu komentatorów oraz udanego opowiadania :D
    Pozdrawiam ciepło ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :*
      Dziękuję za odpowiedź! Naprawdę nie spodziewałam się czegoś takiego ^^ To naprawdę miło z Twojej strony :3
      Do czytania nikogo nie zmuszam, dlatego rozumiem Cię :D
      Dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  9. Twój blog został nominowany do Liebster Blog Award! Więcej szczegółów znajdziesz tutaj: http://kasyczi.blogspot.com/2016/09/liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziwi mnie trochę, że Aly nie interesuje się tym, co dzieje się na dworze wampirów. Rozumiem, że jako łowca musi przede wszystkim umieć walczyć i zabijać, ale wiedza na temat przeciwnika jest ważna i przydatna. Wiedząc jakie dany wampir ma kontakty z innymi, lepiej można go podejść. Wiedzieć czy można się spodziewać zemsty za zabicie go, albo odsieczy ze strony innych. A przynajmniej tak mi się wydaje;D

    „Swoimi oszustwami pomnażają majątki do tego stopnia, że mogą spać na banknotach, albo nawet podpalać nimi ogień w kominkach. Byli naprawdę podłymi istotami. Ci z wyższej klasy wykorzystywali wszystkich poddanych w każdy możliwy sposób, byle by zapewnić sobie odpowiedni byt” – pierwsze zdanie masz w czasie teraźniejszym, a drugie w przeszłym. To „byli” strasznie mnie tu raziło:D

    „Jego dziewczyny były strasznie złe, że chodzę nocami z ich miłością, a wszyscy doskonale wiedzą, że byliśmy przez jakiś czas parą, więc wiele osób snuło jakieś plotki, że nocami robimy sobie schadzki w bibliotece na wiadome rzeczy” – to samo, co wyżej
    „mięliśmy” – mieliśmy
    I gdzieś tam jeszcze napisałaś ‘tą” zamiast „tę”.

    Do rzeczy. Ta Aly w ogóle nie przypomina mi wcześniejszej Lexi. Może będę nieliczną, która to powie, ale trochę mi brakuje tamtej bohaterki :< Była taką swojską babką, w którą mogłam się wczuć, która ze światem wampirów zetknęła się nagle, niespodziewanie, tak jak czytelnik i wraz ze mną poznawała wszystkie szczegóły z nim związane. To mi się podobało. Allyson jest inna. Jest pewna siebie, waleczna i chyba trochę narwana, skoro tak szybko chce iść i zabijać. Nie wiem czy zdaje sobie sprawę z tego, co to oznacza :D Na razie nie wiem czy ją lubię, czy nie. Nie wiem też czy jest lepsza od Lexi. Na pewno inna, a reszta wyjdzie w trakcie.
    Natomiast bardzo podoba mi się to, jak przedstawiasz tło i świat bohaterów. Opisałaś szkołę, zmieniłaś charakter Harry’ego, powiedziałaś coś nie coś o Maxie, a w międzyczasie przewinął się fragment o masakrze upadłych i śmierci matki Allyson. Bardzo ciekawie to wszystko ze sobą połączyłaś. To rozpoczęcie od nowa działa na wielki plus tego opowiadania. Chociaż ja nadal tęsknię trochę za starą wersją i starą Lexi. Przyzwyczajenie ;D

    Ściskam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejka :*
      To fakt! :D Ale łowcy w ogóle nie marnują czasu na naukę rodów wampirów :P Nie tylko Ally o nich nic nie wie tak zasadniczo xd
      Dziękuje za pokazanie błędów :* Wyłapałam i poprawiłam xd
      Noooo tak prawdę mówiąc to trochę chciałam odbiec od Lexi xd Poza tym, to że wie o wampirach nie oznacza, że nie będę odkrywała ich tajemnic! :D Ma dopiero 17 lat i nie dużo jeszcze wie :P No i dlatego jest taka porywcza i chętna do wszystkiego :P
      Nie dziwię się :P Jakby nie patrząc pisałam tamtą wersję prawie dwa lata xD
      Dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  11. Osobiście wolałam stare opowiadania z Lexi.W czułam się w tamtą historię i odrobinę żyje nią do dziś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj szansę nowemu :D Dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  12. To tak - bardzo fajnie piszesz, ale główna bohaterka jest nieco denerwująca, dlatego czekam na jej rozwój. Ale... Oni zabijają wamipry, a tu puff - Jakieś WAMPIRY mają ich trenować... To nie ma dla mnie sensu. Poza tym... Jak można być tak chętnym na zabijanie? Żadnego strachu? No cóż, ciekawie. Życzę weny, motywacji i głowy pełnej pomysłów.
    ~Jun

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabijali wampiry dopóki nie podpisali z nimi paktu :) Czyli teraz są sojusznikami i zjednoczyli się przeciwko upadłym :)
      A do zabijania Ally się rwie z powodu zemsty :P
      Dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  13. Przepraszam, że przybywam tak późno z komentarzem - mimo że jak zawsze przeczytałam od razu, więc teraz nie wiem co napisać. Życiowe problemy, serio.

    Pamiętam na pewno, że nie byłam pewna co myśleć o Ally, bo pod pewnymi względami to dobrze, że nie jest podobna do Lexi a pod pewnymi nie do końca. Dobrze, że jest bardziej pewna siebie i bardziej otwarta i odważna, ale z drugiej strony wydała mi się troszeczkę zarozumiała. Mam wrażenie, że nawet jeśli już nie wyśmiewa się z innych, to jednak uważa się za trochę lepszą od innych dziewczyn.

    Ale już nie mogę się doczekać, co będzie, jak Dylan przyjedzie do Akadamii! Myślę, że będzie dochodzić do różnych spięć pomiędzy nimi i wiem, że Ally nie będzie takim popychadłem w tej sprawie.

    Oprócz tego podobały mi się te wzmianki o ataku na Akadamię, fajnie że już teraz widać, z czym mniej więcej będą się musieli zmierzyć i po tym, co przeczytałam, wiem, że będzie krwawo!

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejka :*
      No cóż... jakby nie patrząc jest córką dyrektora więc w jakiś sposób może czuć się lepsza :P I możliwe że jest ciut zarozumiała xd
      Będzie krwawo! :D Mogę zapewnić, że właśnie na spokojnie nie będą sobie żyć xd
      Dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  14. Hej planujesz rozdział w najbliższym czasie ? :D tęskni mi się za tymi bohaterami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :D Można powiedzieć, że wprowadzam ostatnie poprawki przed publikacją :D Może w czwartek lub piątek :*

      Usuń
  15. Jestem w końcu! Uh. Pardon za spóźnienie -,- Nie będę tego nawet komentować, bo brak słów.
    Rozdziały twoje po prostu mnie eeee... działają na mnie jak poranna kawa na pobudzenie. Czytanie twojej wyobraźni aż się chce zobaczyć na ekranie.
    Zdziwiłam się, że Ally nie interesuje to co dzieje się jakby nie było na dworze... Powinna raczej to wiedzieć, to chyba normalna procedura? Ale widać też, że chce już walczyć, taką zawziętość... Hmmm dziwna sprawa :D
    Podzielam trochę obawy Maxa co do treningów, nie wiem co z tego może się wywinąc... Mam nadzieję, że nic złego. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Patrzę, że zmieniłaś imię głównej bohaterce? Jakoś nigdy nie przywiązywałam wagi do imion, a bardziej do charakterów bohaterów, ale nie zdziw się, jak w najbliższej przyszłości pomylę Allyson z Lexi :P Tak czy owak zmiana ogólnie wyszła jej na dobre, bo przynajmniej nie jest już nieporadną ślicznotką bez jakiegokolwiek pojęcia o życiu i z gromadką przyjaciółeczek u boku, jaką była wcześniej kiedy ją poznawaliśmy. Podoba mi się to, że zrobiłaś z niej taką zaradną, w miarę normalną nastolatkę, choć mam nadzieję, że nie zrobisz z niej typowej chłopczycy, bo naprawdę ostatnio jest tego przesyt xD
    Podoba mi się jej relacja z ojcem. Nie stałą się jakąś jego rozwydrzoną córeczką tatusia, ale też nie odsuwa się od niej pogrążając w pracy. Widać, że im obojgu brakuje matki Ally, ale wspierają się nawzajem.
    Co do przyjaciela Ally, to się cieszę, że jest nim chłopak. O ile później nie zejdą się z sobą i nie postanowią być parą, bo to już wtedy nie będzie przyjaźń damsko-męska. No i widać, jakie oboje maja poglądy na temat wampirów. Ally chciałaby już walczyć, zwalczać upadłych i widać jej zapał i odwagę, ale nie jest aż tak bardzo wrogo nastawiona do samych wampirów a wydaje mi się, że chce dać im szansę i jest ich ciekawa. Natomiast moje pierwsze wrażenie odnośni maxa jest takie, że on nie bardzo popiera ten cały pokój i gardzi wampirami. I jedno i drugie ma po części rację, bo ja sama już po jednym rozdziale jestem w stanie zgodzić się z Maxem że wampiry mają naprawdę sporo wad. Ale Allyson ma rację, mogą się od nich sporo nauczyć. Miejmy nadzieję, że to nadchodzące szkolenie nie skończy się tragedią
    Przepraszam, że tak krótko i chaotycznie, ale staram się nadrobić jak najwięcej, przy najnowszym rozdziale postaram się rozpisać trochę bardziej :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz :) Zawsze miło się odwdzięczę :)