poniedziałek, 8 maja 2017

Rozdział 3.2

Było bardzo źle, gdy kolejną godzinę błądziłam po lesie, a słońce coraz szybciej znikało za horyzontem. Byłam przemoczona, zgrzytałam zębami, a palce miałam zdrętwiałe od mocnego zaciskania kołka. Przeklinałam samą siebie, że w ogóle wybiegłam za dziewczynką poza mury akademii. Nie miałabym takiego problemu teraz…
Chwileczkę! Czyż nie zawsze o tym marzyłaś? Nie chciałaś sprawdzić swoich własnych zdolności w walce z upadłymi? Zapytałam sama siebie w myślach.
Momentalnie porzuciłam swoje desperackie myślenie i ruszyłam w głąb lasu. Jeśli w ciągu godziny nie odnajdę rwącej rzeki, która mnie tutaj przyniosła, będę musiała jakoś przenocować w lesie. Zastanawiałam się, jak to zrobić, by nie zostać przy okazji przekąską dla jakiegoś upadłego, czy choćby nawet dzikiego zwierzęcia!
Nagle coś zaszeleściło tuż za mną, dlatego błyskawicznie odwróciłam się trzymając kołek tuż przed sobą. Stanęłam w pozycji, której uczyłam się od dawna, mięśnie napięłam, a wszystkie zmysły starałam się wyostrzyć do granic ludzkich możliwości. Pustka i cisza z wolna przerażały mnie, a te dziwne hałasy przyprawiały o dreszcze. Mgła powoli otulała las sprawiając, że moje przerażenie jedynie rosło. Starałam się nie poruszać, aby uważnie nasłuchiwać tego, co działo się wokół, ale moje serce waliło jak oszalałe i dudniło w uszach drażliwie mnie rozpraszając. Dłonie miałam lodowate i skostniałe, bałam się, że nie utrzymam w nich swojej broni. Powoli obracałam się wokół własnej osi trzymając kołek blisko twarzy. Byłam pewna, że dzięki temu jestem w stanie skutecznie się obronić w razie ataku. Cholera przecież tak mnie szkolili! Nie mogło być to tylko picem na wodę! Zamarłam, gdy dostrzegłam zarys mężczyzny. Mimo iż był jedynie czarną plamą, pomiędzy równie upiornie wyglądającymi drzewami, przy takim wzroście i posturze, po prostu nie mógł być kobietą. Kilka sekund patrzyłam się na niego słysząc jedynie swoje serce, aż w końcu… w ciemności zapłonęła para czerwonych ślepi, a do mnie doszedł złowieszczy, gardłowy, koci pomruk. Cała wcześniejsza odwaga i chęć sprawdzenia swoich zdolności nagle zniknęły, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ogarnął mnie strach i panika, które sprawiały, że miałam ochotę usiąść i rozpłakać się. Moje nogi były jak z waty, a dłonie zatrzęsły się wypuszczając kołek. Odniosłam wrażenie, że spadał całe wieki, a gdy wreszcie spadł na ściółkę dotarło do mnie, że muszę coś zrobić! Zerwałam się do szaleńczego biegu przez las w głupiej nadziei, że jakimś cudem uda mi się uciec przed wampirem. Omijałam drzewa, przeskakiwałam przez konary i głośno oddychałam stale starając się zwiększyć swoją prędkość. Dostawałam zadyszki, konary raniły moją twarz i wplątywały mi się we włosy stale mnie spowalniając. Słyszałam jednak, że biegł tuż za mną co dodawało mi chęci do dalszego biegu. Czułam go niemalże na swojej skórze. Już wiedziałam, że umrę! Mijając kolejne drzewa myślałam szybko co zrobić, żeby go zgubić, albo zabić. W jakiś sposób musiałam uratować swoje biedne istnienie! Ally myśl! Przecież ćwiczysz od kilku lat, poradzisz sobie z nim! Mgła robiła się coraz gęstsza, a las zapadał w mroku przez co coraz gorzej widziałam drogę przed sobą. Straciłam całkowicie orientację w terenie i pędziłam na oślep. Wszystkie moje myśli przerwało urwisko, przed którym nie zdążyłam się zatrzymać. Gleba skończyła mi się pod stopami, a przed oczami zobaczyłam mnóstwo krzaków i innych chaszczy. Jedyne co zdołałam zrobić, to zasłonić głowę ramionami. Zaraz po tym uderzyłam ciałem o jeden konar, od którego szybko się odbiłam. Brzuch mnie rozbolał, wrzasnęłam głośno i odniosłam wrażenie, że lada moment zwymiotuję. To było niczym w porównaniu z bólem, który przeszył moje ciało, gdy zatrzymałam się na jednym z powalonych drzew. Uderzyłam w twarde drewno całą linią kręgosłupa i jeszcze tyłem głowy, na jakiś czas zamroczyło mnie i jedyną rzeczą, która trzymała mnie w świadomości, był ból, który z każdą chwilą nasilał się. Czułam, że coś jest nie tak z moim ciałem, a łzy napływały mi do oczu przez cierpienie, które stale rosło. Wiedziałam, że na mojej twarzy maluje się potężny grymas. Nie wiedziałam co bolało mnie bardziej, głowa, plecy, brzuch, czy może noga…  przerażał mnie jednak fakt, że powoli traciłam w niej czucie, dlatego gdy mimowolnie spojrzałam w dół… od razu zebrało mnie na wymioty… dostrzegłam jak zakrwawiony konar wystawał z mojej skóry.
– Biedna sarenka – usłyszałam ostry ton, który przyprawił mnie o dreszcze.
Dostrzegłam postać tuż na skraju skarpy. Miał założony ogromny kaptur, pod którym błyszczały jego długie i ostre kły, a miał ich aż cztery...  jego krwistoczerwone ślepia wwiercały się we mnie boleśnie świdrując kocią źrenicą. Wszystko to okropnie kontrastowało z białym odcieniem jego skóry. Czułam, że umrę. Widziałam w nim żniwiarza, który zaraz mnie zabierze z tego świata. Te oczy przerażały mnie! Strach zawładnął moim ciałem i ścisnął wszystkie narządy, a krew jakby samoistnie uciekała z moich żył...
Natychmiast skoczył i z perfekcją znalazł się tuż obok. Niczym kot przeszedł się po konarze jednego z drzew, a następnie zeskoczył z niego i był już przy mnie. Przesunął dłonią po moim udzie, a ja krzyknęłam z bólu, gdyż ścisnął je nieco.
– Przestań! – wrzasnęłam przez łzy i zaczęłam bronić się rękoma. – Odpieprz się!
– Nie szarp się tak, mała suko – przycisnął mnie do drzewa, kładąc mi dłoń na gardle. Jego ton był ostry i władczy, a spojrzenie surowe.
Uroniłam kilka łez i spojrzałam na swoje zakrwawione udo, przez które przechodził zaostrzony kawałek gałęzi. Widziałam jego pełne zadowolenia spojrzenie i ten palący głód w oczach. Czułam, że zatopi we mnie swoje zębiska i to z największą rozkoszą. Ogarnęła mnie panika, gdy jego palce zacisnęły się mocniej na mojej szyi odbierając mi powietrze. Zamoczył palce w mojej ranie na nodze, przez co zasyczałam z bólu i szarpnęłam się. Obserwowałam jak oblizał dłoń z rubinowej cieczy, jakby była to najlepsza przekąska… Myślałam, że lada moment zwymiotuję. Po dzikim uśmiechu wywnioskowałam, że spodobał mu się smak, a zaraz po tym, jego usta zaczęły sunąć w kierunku żył na mojej szyi.
– Nie możesz tego zrobić! – wrzasnęłam resztką powietrza, i uderzyłam pięścią w jego klatkę piersiową, a on gwałtownie zatrzymał się. – Przecież mamy pakt! Jestem łowcą! Nie wolno ci mnie zabić!
– Nie wyglądasz mi na łowcę – zwęził swoje oczy i zawarczał. Przesunął wzrokiem po moim ciele, jakby chciał rozebrać mnie samym spojrzeniem. Zatrzymał je jednak na wysokości moich piersi, przez co zdrętwiałam jeszcze bardziej. Zaraz po tym złapał moją koszulkę i naciągnął ją odsłaniając naszyjnik spoczywający na moim biuście, po których przesunął swoimi łapami, żeby w końcu wziąć srebrną zawieszkę w palce. To było poniżające i obrzydzające!
– Jestem rekrutką – wyjąkałam starając się ignorować to, że wbijał czarne szpony w moją skórę. – Córką dyrektora akademii…
– Szlag! – syknął i gwałtownie wyprostował się.
Nie rozumiałam o co mogło mu chodzić, ale wyglądało na to, że nie podobał mu się fakt, iż jestem przyszłym łowcą. Już miałam otworzyć usta, by coś powiedzieć, gdy poczułam przenikający moje ciało ból i krzyknęłam głośno. Wampir trzymał mocno moją nogę dłonią, a drugą ręką urwał wystający kawałek drzewa. Nie czekając na żadne moje skinienie, czy choćby słowo, wsunął dłoń pod moje udo i mocnym ruchem podniósł, uwalniając mnie. Zdzierałam sobie gardło z krzyku czując, że słabnę. Obraz stawał się zamazany, a mój oddech coraz płytszy. Prawie zasypiałam. Zasyczałam z bólu, gdy uderzyłam o ziemię. Widziałam, że pochylił się nade mną i przybliżył swoją rękę do ust.
– Wypij – usłyszałam jego głos.
– Co… to? – wyszeptałam.
– Nie pytaj, pij! – natychmiast wsadził mi coś do ust.
Gdy poczułam metaliczny smak, chciałam od razu się wyrwać, lecz przytrzymał mnie tak mocno, że omal nie złamał mi kolejnych kości. Karmił mnie swoją krwią, a to było zakazane! Jako łowca nie mogłam kosztować wampirzej krwi! Czułam, jak jego silne krwinki atakują moje ludzkie wnętrze. Wszystkie mięśnie w jednej chwili mi zesztywniały, akcja serca drastycznie przyspieszyła, a żyły urywały się od ciśnienia, które z każdą sekundą rosło. Głowa pękała z bólu, a łzy wypływały samoistnie z moich oczu. Jeszcze nigdy w życiu nie doświadczyłam czegoś tak potwornego, co odbierało mi zdolności do logicznego myślenia. Zacisnęłam mocno zęby na nadgarstku wampira i płakałam, starając się to wszystko przetrwać, ale ból nawet nie myślał o tym, by mi odpuścić. Wiłam się na ściółce, jakbym miała atak padaczki. Jedyne co widziałam, to ogromne, krwistoczerwone ślepia wpatrujące się we mnie. W kapturze, z niesamowicie bladą cerą i zimnem, które od niego biło, stał się moim żniwiarzem. Czułam, że to wszystko się skończy, nim jeszcze na dobre się zacznie. Odczuwając tak ogromny ból. w każdym fragmencie swojego ciała, byłam pewna, że czeka mnie śmierć. Gdy obraz zaczął rozmywać mi się sprzed oczu, moje mięśnie zwiotczały, a nerwy przestały reagować, byłam pewna, że to się dzieje. Jak przez mgłę widziałam uśmiechniętą twarz swojej mamy, gdy odpływałam z tego świata.
Nie wiedziałam ile minęło czasu, lecz czułam chęć otworzenia oczu. Powieki były niemożliwie ciężkie i ogromnie mi to przeszkadzało, ponieważ czułam, że moje upragnione niebo, wcale nim nie było. Wciąż było zimno, a ja drżałam. Strzelanie drewna, ciche pomruki i szelesty jeszcze bardziej utwierdziły mnie w tym, że nie znajduję się w niebie, dlatego zaangażowałam niemalże wszystkie swoje mięśnie do tego, by w końcu unieść powieki. Kiedy obraz już się wyostrzył, dostrzegłam granatowe niebo z migocącymi gwiazdami. Usłyszałam szelest liści na drzewie, poruszanych przez delikatny wiaterek i ciepło bijące od ogniska, które paliło się nieopodal mnie. Rozglądnęłam się szybko wokół w poszukiwaniu tajemniczego mężczyzny - wampira. Nie musiałam daleko sięgać wzrokiem, gdyż siedział nieopodal na jednym z pni i wpatrywał się w ogień. Jego profil był surowy, wręcz na swój sposób ostry. Usta mimo iż miał pełne, bardzo piękne, były nieco zsiniałe, natomiast spojrzenie, było przenikliwe, na jakiś sposób złośliwe. Czarne włosy miał w nieładzie, sterczały mu trochę na głowie, co dodawało do jego wyglądu odrobiny dzikości. Największą uwagę skupiałam natomiast na ogromnej bliźnie, która szpeciła połowę jego twarzy, od razu chciałam poznać historię tego znamienia. Moje serce zabiło szybciej, gdy dostrzegłam co na sobie nosił. Miał ubraną tunikę z prawdziwej skóry, a do tego pierś i barki osłaniała srebrna zbroja. Naramienniki błyszczały odbijając światło księżyca mieszające się z poświatą, którą dawało ognisko. Gruby, również czarny, pas był skrytką dla sztyletów różnej długości, które pięknie błyszczały. Przedramiona zasłonięte miał skórzanymi rękawami, które po zewnętrznej stronie miały ostre wypustki przypominające łuski, były to prawdopodobnie ostrza. Na plecach miał dwie skrzyżowane ze sobą pochwy na krótkie miecze.
– Lepiej się czujesz? – zapytał nie patrząc na mnie, czym wyrwał mnie z rozmyślań. Ton jego barytonu przyprawiał mnie o dreszcze. Nie wiedziałam, jak mam się zachować. Był do cholery wampirem! Nie widziałam nigdy wcześniej istoty do niego podobnej! Przecież ten fajtłapowaty listonosz z Dworu, nie różnił się niczym od ludzi. Przed sobą miałam natomiast mężczyznę na sześć stóp, w pełnym uzbrojeniu, z miną tak poważną, że nie wiedziałam co zrobić, jak dobrać słowa, czy chociażby jak oddychać.
– Gdzie jestem…? – wyjąkałam rozglądając się dookoła. – Co mi zrobiłeś?
– Niestety uratowałem ci życie – warknął gardłowo i przeczesał palcami swoje czarne włosy.
– Niestety? – spojrzałam na niego podejrzliwie.
– Wolałbym cię zjeść, nie ratować – napiął się nagle, a mnie serce podeszło do gardła. Zaczęłam powoli wycofywać się, lecz gdy kątem oka dostrzegłam, że nieopodal niego, na konarze, który robił za prowizoryczny stojak, wisiały moje ubrania, przeraziłam się i zatrzymałam w miejscu. Przesunęłam dłonią po ciele wyczuwając, że mam na sobie jedynie bieliznę. Cała zbladłam, a moje ciało pokryła gęsia skórka.
– Więc – zaczął opierając łokcie na kolanach. – Jesteś jedyną córeczką Slade’a?
– T… tak – wyjąkałam wpatrując się w swoje ubranie. – Czy mógłbyś… oddać moje rzeczy?
– Nie zdążyły jeszcze wyschnąć – odpowiedział tak szybko i płynnie, jakby wcale nie wyczuł mojego przerażenia w głosie. – Masz zamiar wrócić do akademii, czy uciekałaś przed byciem łowcą?
– Wyszłam poza mury, żeby ratować młodszą rekrutkę – wyjaśniłam przełykając ślinę. – Lecz plany się trochę pokrzyżowały…
– Jestem posłańcem z Dworu, zabiorę cię do ojca – mruknął.
– Wydaje mi się, że nie podoba ci się ten plan – zagadnęłam otulając się ciaśniej skórzanym płaszczem, którym byłam przykryta.
– Oczywiście, że mi się to nie podoba! – warknął spoglądając na mnie. – Nawet nie wiesz jak ciężko jest mi utrzymać swój głód w ryzach. Siedzisz tu przede mną, młoda, pełna życia, a ja nie mogę dobrać się do twojej krwi, na którą, de facto, polowałem przez jakiś czas.
– Polowałeś na mnie? – wzdrygnęłam się.
– Młoda dziewczyna błąkająca się sama w lesie – zaśmiał się pod nosem. – Każdy by się pokusił. Będę musiał zadowolić się czymś innym… – dodał. Podniósł łuk z ziemi i zarzucił kołczan na ramię. – Pójdę coś upolować, pewnie zgłodniałaś.
Nie zdążyłam nawet mrugnąć, a on już zniknął między drzewami zostawiając mnie samą na jakiś czas. Byłam w szoku i prawdę mówiąc, nie wiedziałam co mam zrobić. Chciał mi pomóc dostać się do akademii, a to już było pokrzepiające. Najgorszy w tym wszystkim był jednak fakt, że polował na mnie, chciał mnie zagryźć niczym najlepszą ofiarę. Nie wiedziałam w jaki sposób mam się do tego ustosunkować, ale wiedziałam, że w żadnym wypadku nie powinnam go drażnić. Chciałam jedynie jak najszybciej dostać się w bezpieczne mury akademii, wrócić do łowców – ludzi którzy byli moimi sprzymierzeńcami.
Szybko wyskoczyłam spod płaszcza i przeszłam bosymi stopami po miękkiej trawie porastającej tę niewielką polanę, na której było nasze prowizoryczne obozowisko. Wzięłam swoją koszulkę i ubrałam ją na siebie, mimo iż była jeszcze lekko wilgotna. Mój wzrok na moment zatrzymał się na zupełnie gładkiej skórze na udzie i wtedy przypomniałam sobie, co konkretnie się wydarzyło i dlaczego spałam. Nakarmił mnie swoją krwią i uleczył mnie. To było… niezwykłe, aczkolwiek wciąż złamałam prawo! Zastanawiałam się w jaki sposób powinnam powiedzieć o tym tacie… Przecież będzie wściekły… może nawet wyrzuci mnie z akademii…
– Zrobią to – usłyszałam jego głos tuż za sobą. Podskoczyłam, gdyż pojawił się nagle, a później skuliłam się, gdy zorientowałam się, że jestem tylko w koszulce. – Uratowałem cię, bo twoje serce naprawdę chciało żyć, a oprócz tego, jesteś córką ważnej osoby w śmiecie łowców, a ja mam obowiązek dbania o pakt, który zawarliśmy. – przeszedł obok mnie jak gdyby nigdy nic, a następnie usiadł na poprzednim miejscu i zsunął z ramienia dwa martwe zające. – Zjesz? – zapytał wskazując na futrzaki.
– Chyba… tak – wyjąkałam patrząc na ociekające krwią zwierzątka.
– Mam nadzieję, że jesz mięso – mruknął sam do siebie. – Krew ludzi nie jedzących mięsa, nie jest dobra, a twoja była nad wyraz smakowita.
– Dużo trenuje, a mięso to źródło dużej ilości białka – odpowiedziałam jakoś machinalnie, przypominając sobie lekcje biologii.
– Nie możesz powiedzieć o tym, że nakarmiłem cię krwią – zaczął nagle. Spoglądnął na mnie, a przez moment jego wzrok spoczął na moich nagich nogach. Poczułam się skrępowana i zawstydzona tym, że obcy mi mężczyzna, w dodatku wampir, patrzy w ten sposób na mnie. Nie byłam przyzwyczajona do tego typu spojrzeń. Brunet sięgnął do swojego paska, wyciągnął jeden, lekko zakrzywiony nóż, a następnie sprawnie go obrócił i podał mi. – Nieopodal jest strumyk, umyj spodnie i odetnij podziurawiony fragment.
– Mam je przerobić na spodenki? – wyjąkałam.
– Możesz zrobić z nich nawet bikini, nie interesuje mnie to – wzruszył ramionami. – Jeśli jednak chcesz pozostać w akademii, nikt nie może dowiedzieć się o tym, że wyleczyłem cię krwią.
– Będzie miało to jakieś konsekwencje wobec ciebie? – zapytałam odbierając od niego nóż.
– Nie. To łowcy są na to uczuleni. Jeśli dobrze kojarzę, za złamanie zakazu dzielenia się krwią, kary są straszne.
Skinęłam jedynie głową, a następnie zabrałam spodnie i udałam się we wskazane miejsce. Strumień nie był duży, ale wystarczający, żeby wyczyścić ubranie. Usiadłam na jednym, z zimnych kamieni i szybko zaczęłam odcinać nogawki moich spodni. Musiałam je uciąć naprawdę wysoko, a to już sprawiło, że skrzywiłam się. Taki strój w żadnym wypadku nie nadawał się na błąkanie się po lesie i to jeszcze z facetem. Czułam się lekko zażenowana tym, co musiałam zrobić i przez myśl przemknęło mi, czy aby on nie kazał mi tego zrobić specjalnie. Zaraz jednak rozwiałam te dziwne podejrzenia tym, że rzeczywiście ogromna dziura i plama z krwi zwróciłaby uwagę każdego przechodnia, a gdyby okazało się, że moja noga jest w najlepszej kondycji mogłoby być ze mną źle. Słyszałam o tym, jak źle traktuje się tych, którzy wymienili się krwią z wampirami, a już zwłaszcza gdy chodziło o kobiety, ponieważ każdy wtedy myślał, że dokonywały skandalicznych czynów i wchodziły w cielesny kontakt z bestiami. Wszyscy doskonale wiedzieli, do czego zdolni są wampirscy mężczyźni jeśli chodzi o sztukę uwodzenia i zaciągania do łóżka. Może nigdy tego nie doświadczyłam, lecz po tylu latach spędzonych w akademii, nasłuchałam się nie mało na ten temat.
Westchnęłam, zanurzyłam spodenki w strumyku. Złapałam jeden okrągły kamyk, wielkości pięści i zaczęłam pocierać nim o brudny materiał, żeby szybciej pozbyć się krwi. Na moje szczęście, a przynajmniej tak mi się wydawało w świetle księżyca, krew odklejała się od jeansów. Po wykonanym dobrze zadaniu wróciłam do paleniska i ułożyłam gotowe ubranie blisko ognia, żeby szybko wyschło. Odcięte nogawki wrzuciłam w ogień. Wciąż jednak czułam się źle z tym, że świecę swoją nagością.
– Siadaj – rozkazał wskazując miejsce nieopodal siebie usłane skórą. Szybko wykonałam jego polecenie, ponieważ ton miał ostry i bałam się zlekceważyć to, co do mnie mówił. Gdy już usiadłam podał mi kij z nabitym na niego zającem, którego jak się okazało, miałam trzymać nad ogniem. On natomiast zabrał się za obróbkę drugiego zwierzątka. Szybko ściągnął z niego futerko i wrzucił je do ognia. Następnie rozciął brzuszek i… wyciągnął wszystkie trzewia, które wydały z siebie obrzydliwy, mdlący zapach. Przytknęłam dłoń do nosa, by nie czuć tej strasznej woni.
– Nie sądziłam, że coś takiego w świecie wampirów jest jeszcze możliwe – mruknęłam pod nosem.
– Jedzenie zwierząt? – dopytał wyciągając serduszko króliczka, które zjadł szybko.
– Odnosiłam wrażenie, że jesteście bardziej cywilizowani.
– Zrobiliśmy ogromne postępy w ostatnim stuleciu – zaśmiał się pod nosem, miał ładny śmiech i bardzo proste zęby. – Mamy prąd i kanalizacje.
– Czy to prawda, że wasze kobiety nie są szanowane? – zapytałam ostrożnie, a on spojrzał w lekkiej konsternacji na mnie.
– Wy po prostu nie rozumiecie naszego szacunku – odpowiedział. – To nie tak, że kobieta nie ma prawa głosu, chodzi o to, że należy go używać roztropnie, a za każdym razem, gdy jedna z nich lekko się wybija zyskując szacunek swojego męża, nagle staje się rewolucjonistką i namawia do tego inne wampirzyce.
– Ale rewolucje są potrzebne – wtrąciłam. – Nie wyobrażam sobie tego, by ktoś nie liczył się z moim głosem, albo z głosem innych kobiet.
– Liczymy się z ich głosem – zaprzeczył. – Po to mężczyzna ma kobietę, by była jego pierwszym doradcą, by umiała go wesprzeć podczas ciężkich chwil i dała to, czego każdy z nas pragnie – potomka. Jednakże, obecnie kobiety wolą plotkować, uciekać od ojców i zajmować się męskimi sprawami.
– Co to za męskie sprawy? – dopytałam.
– Majątek i władza.
– Więc… wasze kobiety mogą się szkolić? Mogą pracować? Być niezależne?
– Niezależne? – spojrzał krzywo na mnie. – Kobiety zawsze były, są i będą zależne od mężczyzn. Najpierw jako dziewczynki są zależne od ojców, później jako żony od mężów.
– Dlaczego?
– To tradycja w rodzie królewskim. Kobieta ma być ozdobą mężczyzny.
– Więc jak jest w przypadku zwykłych wampirów, tych zamieszkujących… Em… Dark Tower?
– Jest tak jak u ludzi, Dark Tower to inny świat, w porównaniu z Dworem.
– A ty jesteś jednym z dworzan? – zapytałam zaciekawiona.
– Wyglądam na jednego z nich? – spojrzał na mnie uważnie, a mój wzrok skupił się na dużej bliźnie, szpecącej to piękne, męskie oblicze.
– Nigdy nie spotkałam nikogo ze szlachty – wyznałam. Nie chciałam go też w żaden sposób urazić. Uśmiechnął się pod nosem i wrócił do swojego zajęcia, a więc obracania zająca na dzidzie. – Jesteś tylko posłańcem, czy planujesz u nas zostać na dłużej? – zagadnęłam.
– Zostaję na miesiąc – odrzekł.
– Będziesz nas szkolił? – zapytałam nagle podekscytowana tym, że jako pierwsza poznałam wysłanego do nas wampira. – Mam na imię Allyson i jestem szkolnym prefektem.
– Cóż, nie dziwię się, córka dyrektora zawsze ma wysoką pozycję w szkole – mruknął pod nosem nie podzielając mojego entuzjazmu. Jego słowa podziałały na mnie jak kubeł zimnej wody. Znowu poczułam się tak, jakbym od razu stała się jego wrogiem z tej racji, że miałam kilka przywilejów. – Dylan – mruknął.
– Pewnie myślisz o mnie, jak o księżniczce – warknęłam oburzona.
– Tak naprawdę mnie to nie interesuje – wzruszył ramionami. – Możesz być nawet córką przewodniczącego, nie zrobi to na mnie wrażenia.
Zabrał swoje jedzenie znad ognia i wbił zębiska w niedopieczone mięso. Obserwowałam go uważnie i moją uwagę przykuło to, że wcale nie podobał mu się smak zająca. Nie delektował się, ani nawet nie przegryzał, wszystko połykał, zupełnie jakby chciał ograniczyć do minimum smak tego mięsa. Żyły na jego rękach zrobiły się bardziej fioletowe, a to jedynie przeraziło mnie. Oderwałam się od niego i zabrałam swoje jedzenie znad ognia. Wbiłam ostrożnie nóż w kawałek i ostrożnie przeżuwałam. Nie było najlepszej jakości, ale zdołałam je zjeść. Byłam głodna i chciałam mieć trochę sił na podróż do domu.
    Dopiero po dłuższej chwili zorientowałam się, że wampir mnie obserwuje z dziwną… fascynacją w oczach. Widziałam jego napięcie i spłoszyłam się nieco. Ostrożnie odłożyłam resztki jedzenia na bok i wpatrywałam się wyczekująco w mężczyznę. Kąciki jego ust uniosły się na moment, a brwi ściągnął ku sobie, przez co jego twarz przybrała niegrzeczny wyraz.
– Próbowałem – przemówił, a między jego wargami błysnęły kły. Moje serce zabiło trzy razy szybciej, a krew z twarzy nagle odpłynęła. – Przepraszam, nie mogę tego utrzymać…
Nie widziałam nawet momentu, w którym zrzucił mnie z kłody prosto na trawę. Widziałam jego czerwone ślepia tuż nad sobą i czułam chłodny, płytki oddech. Byłam sparaliżowana i nie wiedziałam jak mam się zachować, wobec tak wielkiego i ciężkiego mężczyzny, który wisiał tuż nad moim ciałem. Zadrżałam, gdy złapał mnie za szyję tuż pod żuchwą i odchylił ją w bok odsłaniając sobie moją szyję. Ally! On cię ugryzie! Zrób coś! Lecz nie miałam pojęcia, co do cholery uczynić. W moich oczach kłębiły się łzy, i to było wszystko na co się zdobyłam. Wtem coś błysnęło. Sięgnęłam po to wolną ręką i gdy poczułam rękojeść noża, obudziła się we mnie nadzieja. Widząc, że jego kły zbliżają się do mojej szyi, najszybciej jak potrafiłam przyciągnęłam rękę do siebie jednocześnie przystawiając wampirowi nóż do gardła. Spojrzałam mu wrogo prosto w oczy, wyglądał na zaskoczonego.
– Odejdź, zostaw mnie w spokoju – warknęłam starając się, aby zabrzmiało to pewnie. – Bo poderżnę ci gardło – zagroziłam.
– Zrób to – odpowiedział. Na pewno dostrzegł zdziwienie malujące się na mojej twarzy. Cholera! Groziłam mu śmiercią, a on jeszcze mnie do tego namawiał?! Czy on miał wszystko dobrze z głową?! – Dalej łowco! – zaczął zbliżać się, a ostrze drasnęło jego skórę robiąc małe nacięcie, które zaczerwieniło się, ale zaraz zniknęło. – Wbij go we mnie. Rozszarp moją skórę.
– Co…? – wyszeptałam.
– Bo cię ugryzę.
– Czego ty właściwie chcesz? – zmrużyłam oczy. – Krwi, czy śmierci? – zaśmiał się słysząc moje słowa.
– Moja mała, słodka ofiaro – pogładził mnie po policzku co sprawiło, że zadrżałam z przerażenia, a na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Miał długie czarne pazury, którymi przesuwał po moim policzku robiąc mi delikatne nacięcia. – Tym nożem, nie jesteś w stanie mi nic zrobić. Choćbyś poderżnęła mi gardło, zdołałbym się zregenerować w kilka minut.
– Jakim… cudem? – wyjąkałam.
– Ponieważ jestem cholernie silny – uśmiechnął się perfidnie. – A teraz, złamię kolejny paragraf łowców.
Wgryzł się w moją skórę niewiarygodnie szybko, a ja jęknęłam z bólu, który ku mojemu zaskoczeniu, nie okazał się wcale taki potworny. Trzymał mnie za żuchwę i napinał moją szyję, ułatwiając sobie dostęp do moich żył. Czułam ciepło, które biło od jego ust, oraz kłów, które we mnie były. Miałam w dłoni nóż, tuż przy jego szyi, ale nie byłam w stanie nic mu zrobić. Krew wrzała we mnie i rozpalała każdy fragmencik mojego ciała. Odczuwałam niesamowitą błogość i przyjemność z tego dziwnego wydarzenia. Podniecenie ogarnęło cały mój umysł i przeniosło się na pozostałe członki. Wypuściłam nóż z ręki i oplotłam ręką szyję wampira. Wpatrywałam się w niebo, a barwy na nim stawały się raz głębsze, a raz bledsze, zupełnie, jakby raz za razem moje oczy dziwnym sposobem zyskiwały ostrości, lub zachodziły mgłą. Nie strąciłam jego ręki, gdy przesunął nią po moim udzie, a następnie zatrzymał na talii. Nie protestowałam też, gdy jego uścisk na szyi stał się mocniejszy, a mnie ograniczyło dostęp do powietrza. Czułam się dobrze z tym wszystkim co mi robił, do momentu, w którym wysunął kły i podniósł się. Dostrzegłam krew na jego wargach, lecz szybko oblizał się i wpatrzył we mnie z dziwnym błyskiem w dzikich, czerwonych ślepiach. Wyciągnęłam dłoń, by dotknąć jego twarzy, ale nie pozwolił mi. Złapał mnie za nadgarstek i zatrzymał w połowie, a później… powąchał.
– Jak się czujesz, łowco? – mruknął.
– Dobrze… – wyjąkałam. Uśmiechnął się złośliwie i oparł się obiema dłońmi na trawie. Moja głowa była pomiędzy jego rękami, przez co czułam się skrępowana.
– To źle. Powinnaś piszczeć, odpychać mnie, wydrapać mi oczy…
– Dlaczego? – szepnęłam rozmarzonym tonem.
– Bo właśnie ukradłem ci coś cennego.
– Nie przeszkadza mi to – zamrugałam kilka razy. Jego oczy otworzyły się szeroko i mogłam przysiąc, że zdziwił się taką odpowiedzią. Chwilę później podniósł się i wziął mnie na ręce. Leżałam bezwładnie w jego ramionach, ponieważ moje mięśnie były całkowicie zwiotczałe. Ułożył mnie na posłaniu z futer i przykrył płaszczem. Zanim zasnęłam, dostrzegłam jeszcze jego pełen zadowolenia uśmieszek.
Czołem wszystkim! :* Przybywam z kolejnym rozdziałem, który de facto miałam wstawić już w sobotę, ale imprezkę miałam i mi się przedłużyło xD W każdym razie zachęcam do czytania i komentowania :* Jak Wam się podobało? Czy coś przykuło Waszą uwagę? :D
Pozdrawiam cieplutko i do następnego :*

9 komentarzy:

  1. Cześć :)
    Poprzedni rozdział przeczytałam już dawno, ale nie miałam kiedy skomentować. A dziś wieczorem wchodzę na Twojego bloga, chciałam napisać komenatrz, a tu taka miła niespodzianka w postaci nowego rozdziału :)
    Przeczytałam jednym tchem! Po prostu... nie mogłam się już doczekać kiedy oni się spotkają... i jest!! Nawet nie wiesz jak się cieszę :)
    Szczerze mówiąc, to już w poprzednim rozdziale, gdy Ally opuściła mury akademii to myślałam, że musi do czegoś dojść podczas tej jej "wycieczki". I myślałam, że może pozna Dylana pod koniec tamtego rozdziału. Ale Ty musiałaś potrzymać mnie jeszcze trochę w napięciu :)
    Swoją drogą to bardzo mi się podoba jak wymyśliłaś to ich spotkanie. Na początku miałam troszkę wątpliwości czy ten, który ją gonił to na pewno Dylan, ale po chwili już upewniłam się, że to o tego wampira chodzi.
    Uważam, że potrafisz tworzyć naprawdę dobre opisy i dbasz o detale :) Podoba mi się to jak szczegółowo przedstwiłaś wygląd Dylana i jak opisywałaś uczucia Allyson. Mogłam zagłebić się w jej przemyślenia, odczucia w danych chwilach. Po prostu bardzo się zaangażowałam :)
    Według mnie stworzyłaś fantastyczny dialog. Zwłaszcza wzmianka o postępie w świecie wampirów w postaci kanalizacji i prądu – zaczęłam się uśmiechać do monitora :)
    Podoba mi się też to jak rozpoczęłaś ich znajomość. Coś myślę, że nie będzie ona prosta. W końcu mamy do czynienia z wampirem i człowiekiem, a w dodatku oboje mają dość silne charaktery. Zżera mnie ciekawość jak to się rozwinie.
    No i jeszcze ta kwestia ze złamanym prawem. Zaintrygowałaś mnie. Zastanawiam się co z tym będzie... Może jeśli Allyson nic nie powie to sprawa będzie załatwiona, chociaż... Mało co jest proste, więc w sumie kto wie jak to się potoczy.
    Kompletnie mnie zaskoczyłaś tym, że ją jednak ugryzł. Myślałam, że skoro dziewczyna należy do łowców to nasz wampirek będzie musiał zapokoić się samym zającem. A tu proszę... Nie wytrzymał. Ale myślę, że Ally była jeszcze bardziej zaskoczona niż ja. W końcu to co jej zrobił jej się spodobało. Objęła go jeszcze ręką. Ta scena jest zarazem brutalna i ekscytująca :) A ich ostatnia wymiana zdań naprawdę mi się spodobała. A ty przerwałaś w takiej chwili... No wiesz?
    Pozostało mi czekać, ale wiem, że warto, więc uzbrajam się w cierpliwość :)
    To co tworzysz jest naprawdę bardzo wciągające i strasznie mi się podoba. Cieszę się, że tu jestem i mogę to czytać.
    Pozdrawiam,
    heaven.

    OdpowiedzUsuń
  2. To był naprawdę świetny rozdział! :D Strasznie mi się podobała scena spotkania, już się nie mogę doczekać kolejnego rozdziału ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Wchodziłam na ten blog codziennie i wyobraź sobie moje zaskoczenie na widok nowego rozdziału! To była przyjemna niespodzianka :D Jak na razie jest to mój ulubiony post! Nie ze względu na spotkanie Ally i Dylana, ale ze względu na dużą dawkę emocji oraz wiele świetnie opisanych scen akcji.
    Szczerze powiedziawszy, wyobrażałam sobie ich spotkanie na kilka różnych sposobów, ale ten, który nam przedstawiłaś ani trochę nie odnosi się do moich wyobrażeń, co bardzo mi się podoba :) Ale zacznę od początku: Już od pierwszego akapitu można było wyczuć dramatyczną sytuację młodej łowczyni, a od czwartego zaczęło się dziać. Polubiłam ten mroczny i tajemniczy klimat. W każdej chwili może coś wyskoczyć za krzaków i zaatakować rekrutkę. Jak się później okazało miałam dobre przeczucia. To raczej nie jest typ rozdziału o działaniach mających na celu opanowanie i zrelaksowanie się xd. Nie żebym narzekała, uwielbiam takie klimaty. Zdaję sobie sprawę, że dopiero się rozgrzewasz i ja, jako wielbicielka dram, tragedii, brutalnych walk oraz nagłego zwrotu akcji, bardzo się z tego powodu cieszę :D
    Wracając do rozdziału: Przez cały post trzymałaś mnie w napięciu i w życiu nie podejrzewałabym siebie o takie długie wstrzymanie oddechu, ale dzięki Tobie przekonałam się o moich predyspozycjach do zawodu płetwonurka XD Świetnie opisałaś wygląd naszego ulubionego wampira, nie mówiąc już o uczuciach Allyson. Doskonale mogłam się postawić na jej miejscu. Było przerażająco, boleśnie, niekomfortowo, zawstydzająco, a w pewnym momencie ekscytująco. Polubiłam jej perspektywę :) Zamiast kierować się wyobrażeniami o byciu niepokonaną łowczynią, kieruje się rozsądkiem i ucieka przed "mroczną zmorą". Wcale jej się nie dziwię, skoro boją się GO dorośli i doświadczeni łowcy. Nawet same wampiry z dworu drżą na jego widok. Ach, nasz Dylanek sieje postrach. Pomimo wszystko wcale nie jest taki zły. "Ponieważ jestem cholernie silny"- Ach, ta skromność 21 wieku :) Traktował Ally całkiem przyzwoicie oraz z szacunkiem. To chyba przez umowę, ale trzeba docenić fakt, że jak na niego, to był miły. Nie można mu zarzucić, że był dla niej wredny, ponieważ wszyscy, którzy czytają to opowiadanie wiedzą jak chamski potrafi być. Uprzejmie odpowiadał jej na pytania, powiedział to, co myśli i nawet zażartował. Co prawda, użył do tego kąśliwej uwagi obrażając przy tym własną rasę, ale dzięki temu uśmiałam się jeszcze bardziej. Czytając ten fragment o kanalizacji i prądzie cisnęło mi się na usta "Witamy w Polsce" :D Muszę poprzeć Ally, ponieważ na początku również myślałam o wampirach jako bardziej cywilizowanych, ale obie zostałyśmy zaskoczone. Podobał mi się fragment, w którym mówił o szacunku do kobiet na dworze. Po pierwsze: dowiedziałam się jak dworzanie to widzą, a po drugie: Jego wypowiedź brzmiała lepiej i z większym sensem. Przede wszystkim poparł swoje zdanie na ten temat obserwacjami, a miał do tego wiele okazji. Polemizowałabym o tych "męskich sprawach", które nie wypada (zdaniem wampira) robić kobietom, ale co ja się będę z Dylanem kłóciła. I tak bym pewnie przegrała xd.
    Czy tylko mnie śmieszy ta jego niby troska? Najpierw nie chce oddać łowczyni ubrań, bo "nie zdążyły jeszcze wyschnąć"- Niech lepiej od razu powie, że chce się napatrzeć na jej ciało w samej bieliźnie :D Potem poszedł zapolować, bo może być głodna- pewnie się podniecił, a później szukał dobrej wymówki, by móc sobie ulżyć w krzakach :D "Przepraszam, nie mogę tego utrzymać…"- Oj, nie przejmuj się tym Dylan, wszystko działa jak natura tego chciała, a w tym wypadku: jak hormon tego chciał, dlatego już się nam nie tłumacz, tylko idź "zapolować" (byleby nie za głośno) :D "Możesz zrobić z nich nawet bikini, nie interesuje mnie to"- lol, nie wierzę, że WCALE go to nie interesuje. Przemyślał to sobie wszystko drań jeden :'D Sory autorko, ale ta zryta część mojego mózgu podsunęła mi te skojarzenia i kazała je napisać. Jak to powiedział nasz wampir: nie mogłam tego utrzymać xd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej nie chce znaleźć się w sytuacji głównej bohaterki, gdy ta dowiaduje się, że od jakiegoś czasu była poszukiwana przez groźnego mężczyznę, który patrzy na nią jak na jedzenie. Aż się wzdrygnęłam.
      Ostatni fragment czytało mi się z wielką przyjemnością i z dużym uśmiechem na twarzy. Niech Cię szlag, koniec (jak i cały post) był zarąbisty, a Ty bawisz się w cholerny Polsat i przerywasz w najlepszym momencie :P

      Jak widzę, weny masz pod dostatkiem, więc życzę chęci i czasu. Pozdrawiam ;*

      Usuń
  4. Podobał mi się ten rozdział.
    Dobrze się domyśliłam, że Allyson w lesie spotka Dylana, ale nie spodziewałam się, że ich spotkanie będzie tak wyglądać.
    Widać było, że Dylan lepiej potraktował Allyson. Uratował jej życie i odpowiadał na wszystkie jej pytania. Nawet jak wypijał jej krew to starał się to robić tak, żeby jak najmniej to odczuła.
    Ostatni akapit mnie zaskoczył. A najbardziej uczucia Allyson w tamtym momencie.
    Teraz jestem ciekawa jak się dalej rozwinie ich znajomość. I czy w akademii dowiedzą się, że Dylan złamał prawo i podał Allyson swoją krew.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy następny rozdział? Odezwij się, proszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się dodać w ciągu kilku dni ^^

      Usuń
    2. Cieszę się bardzo :D I dziękuję za odpowiedź.

      Usuń
  6. Hejcia!
    Hahahha co to się działo. xD Spodziewałam się, że Ally spotka Dylana, ale tego, co w ogóle tu się odbyło - nigdy bym nie przewidziała. xDD
    Zacznę od tego, że tak cholernie dobrze dobierasz słowa i twoje opisy są tak realistyczne, że czułam się jakbym oglądała film, bo wszystkie wydarzenia miałam przed oczami. Trzymałaś mnie w napięciu i jestem pod ogromnym wrażeniem! :D
    No cóż, powiedziałabym, że jeśli wydawało się Ally, iż umiera to mogła chociaż przywołać najlepsze wspomnienia, które pamięta. Taka retrospekcja przez zakończeniem egzystencji, czego jej będzie brakować, co zostawia na tym świecie. xD
    Hmm dziwi mnie kilka rzeczy. Dylan nakarmił ją swoją krwią i to ją uleczyło? To dla mnie coś nowego. xD Pierwszy raz się z takim czymś spotykam i tu mnie zaskoczyłaś. xD I to nie ma żadnych konsekwencji na organizmie osoby, której wampir pozwolił napić się swojej krwi?
    Niby czemu mają Ally wyrzucić? Ja bym była za tym, że Mia powinna wylecieć, bo to przez nią ta sytuacja. Slade tylko walczyła o życie, a to, że Dylan się nad nią jednak zlitował (przez pakt) to nie znaczy, że powinna wylecieć i zataić to wszystko. Nie rozumiem, czemu jest to dla łowców tak wielka tragedia, jakby im dziecko zabili. Powinny być od tego dziwnego prawa ustępstwa, takie jak w naszym świecie. Przykładowo skoro to nie była wina Ally, bo gdyby nie Mia, nie doszłoby do tej sytuacji, na którą nie miała wpływu, gdyż by umarła, to nie znaczy, że ma być karana. Przecież w realnym świecie jak się popełni czyn karalny w obronie własnej, to przecież zostaje się uniewinnionym, a to podobna sytuacja!
    I też zastanawia mnie jedna rzecz. Wampiry tak chętnie kosztują krwi swoich pokojówek, a one mimo wszystko nie zmieniają się w wampiry, a po jednym ugryzieniu się powinno. Wiem, to inne opowiadanie, ale też pierwszy raz z czymś takim się spotykam, bo Ally teraz jakby powinna zmienić się w wampira. xD
    Ostatnia rzecz! Dylan uważa, że kobiety mają prawo głosu, a sam sobie przeczy. Niby kobieta to doradca, słucha się jej zdania, a tak naprawdę jest niewolnicą, bo nie może sprzeciwić się ojcu, a potem mężowi, którego sama sobie nie może wybrać, bo to ojciec zdecyduje. I gdzie tu prawa kobiet, o których niby mówił Dylan? Ja ich nie widzę, więc niech nie pierdoli... xD
    Uhuhuhuh, ale wybuch złości. xD Już mi lepiej, wybacz. xD Widać jak emocjonujące jest to opowiadanie. ;p
    No nic lecę dalej. :D
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz :) Zawsze miło się odwdzięczę :)