poniedziałek, 19 czerwca 2017

Rozdział 3.3

Uwaga! Drastyczne Sceny!

Nie spodziewałem się, że w tych terenach spotkam wilkołaka, ale świadomość, że będę miał nowe futro, zrekompensowała mi tę nader nudną zabawę z psem. Był świeżo po przemianie i sam dziwiłem się, dlaczego w ogóle jego stado pozwoliło mu przyjść na północ. Chyba, że zrezygnował z bycia członkiem watahy i uciekł w nieznane. Jeśli tak właśnie postąpił, to był największym głupcem. Samotne wilkołaki nigdy nie miały wysokich szans na przeżycie w tych terenach, gdzie co rusz znajdował się jakiś wampir. Nie trzeba było być mną, czyli wybitnie utalentowanym zabójcą, ażeby stanąć do walki z wilkiem i go rozczłonkować.
Usiadłem spokojnie tuż obok jego martwego ciała, oparłem się o nie patrząc w niebo i oddychając spokojnie. Zmusiłem swoje serce, aby spowolniło swoją pracę, żeby krew przestała tak wrzeć. Odkąd wypiłem kilka łyków od tej dziewczyny, chodziłem niemożliwie pobudzony, aż żyły mnie bolały od tego ciśnienia. Miałem szczerą ochotę kogoś rozszarpać, nacieszyć się jego krzykami i wykąpać we krwi!
Kurwa! Jak mam się uspokoić, skoro ciągle myślę jedynie o zabijaniu?
Zacisnąłem swoje dłonie w pięści. Poczułem jak długie czarne pazury wbijają mi się w skórę, ale zignorowałem to. W ustach czułem swoje kły, które domagały się jakiejś szyi… szczególnie spodobały im się żyły dziewczyny, którą uratowałem. Musiałem przyznać, że mała łowczyni mnie zaintrygowała. Był z niej dobry materiał na zabawkę i to na dłuższą metę. To fakt, interesowały mnie głównie wampirzyce, lecz… nic nie stało na przeszkodzie, żeby i taka mała śmiertelniczka, stała się drapieżnikiem, a wtedy to na pewno miałbym z nią co robić. Przede wszystkim nie bała się mnie tak, jak inne znane mi dotąd przedstawicielki płci żeńskiej, co już mi się podobało i stawiało jakieś wyzwanie. Do tej pory na sam mój widok, kobiety drżały ze strachu, a ona, mimo tego co się stało i mimo nawet tej świadomości, że mógłbym ją zjeść, pokonywała swój strach, zadawała mi pytania, co było nowością dla mnie. Nie miała pojęcia, że jestem z rodziny królewskiej i przez to, nawet nie myślała o tym, by obchodzić się ze mną jak z reszta. Podobało mi się to, że jest uczennicą akademii, w której mam spędzić najbliższy czas. Może uda mi się ją jeszcze dopaść i ugryźć, a może nawet coś więcej. Najchętniej jednak, wykupiłbym ją sobie od jej ojca. Mogłaby być moją pierwszą nałożnicą, a jednocześnie bardzo uległą kobietą. Byłby z niej idealny materiał na seksualną niewolnicę. Wydawała się inna niż te, które do tej pory mi służyły.
Nagle do moich nozdrzy doszedł obrzydliwy smród mokrego psa. Początkowo pomyślałem, że to może ten trup, który leżał obok, lecz po chwili, woń stała się intensywniejsza. Wygląda na to, że mam jakieś wilcze towarzystwo. Było mi to nawet na rękę. Przecież właśnie chciałem kogoś rozszarpać…
Podniosłem się z ziemi, sięgnąłem do rękojeści niedużego miecza, którego miałem na plecach i pozwoliłem, aby moje zmysły wyszukały towarzystwo. Kroczył za mną, starał się być cicho, lecz… nic nie było w stanie ukryć się przed moimi zmysłami. Postanowiłem przygotować lekką zasadzkę na zwierzynę. Niby zawsze ją stosowałem, ale jakimś dziwnym cudem, była tak efektywna, że ani razu wilk nie spostrzegł się, o co chodzi. Byłem pewien, że zdecyduje się zaatakować, jeśli pomyśli, że całkowicie się tego nie spodziewam. Któż mógłby być tak głupi myśląc, że przechytrzy Denvera? Uśmiechnąłem się złośliwie, wyciągnąłem sztylet zza paska i zrobiłem kilka nacięć na lewej ręce. Starałem się wycofać energię z niej tak, by rana długo pozostawała otwarta. Wiedziałem, że woń krwi przyciągnie bestię, woń krwi wampira zawsze działa na psy niczym czerwona płachta na byka. Zarzuciłem sobie przednie łapy trupa na barki i trzymając go ledwo co, zacząłem ciągnąć po ziemi. Krew z lewej ręki spływała wzdłuż i kapała na ściółkę zostawiając trop. Już po kilkunastu sekundach wyczułem, że pies przyspieszył swój krok. Prawą dłoń położyłem na rękojeści niewielkiego miecza, który miałem pod płaszczem i stawiałem powoli kroki. Wilk był coraz bliżej, zapach mojej krwi coraz silniejszy, pulsująca w moim ciele adrenalina niemalże rozrywała żyły, a złowrogi uśmieszek nie schodził mi z twarzy. Byłem niezwykle ucieszony, gdy bestia wyłoniła się z ukrycia i skoczyła na mnie.
Szybko odrzuciłem ciało wilka i robiąc elegancki obrót, uderzyłem w profil psa pięścią. Zawył głośno i odleciał uderzając w pobliskie drzewo. Wyprostowałem lewą rękę i wpuściłem do niej swoją energię, dzięki której rana szybko zasklepiła się. Nie chciałem ranić pieska, zakrwawione i poprzecinane futro nie jest dobrej jakości i nie prezentuje się tak, jak powinno na łożu. Musiałem srebrnemu skręcić kark tak, jak poprzedniemu, wtedy będę mógł bez problemu zedrzeć skórę z obu. Gdy wilk podniósł się, obnażył kły i spojrzał na mnie swoimi piwnymi ślepiami, zrozumiałem już, z kim mam do czynienia.
– Naprawdę? – zadrwiłem. – Zamiast uciekać do swoich, wolałaś mnie ścigać?
Wilk głośniej zawarczał, a piana skapała z jego, a raczej… z jej pyska. Wiedziałem, że wilki lubią podróżować parami, walczyć w ten sposób, a nawet umierać. Jeśli łączyli się ze swoją miłością, stawali się nierozłączni, co według mnie było straszną głupotą. Wygląda na to, że zaatakowała mnie dziewczyna biednego wilczka i teraz umrze sobie razem z nim. Oboje mogą pięknie stroić moje łoże w nowym miejscu. Głupio postąpili odchodząc od watahy, a jeszcze bardziej infantylne było to, że przydeptali aż na północ, prosto w moje łapy.
Oblizałem usta i przygotowałem się na jej atak. Szybko nastąpił. Była młoda, niedoświadczona i nieodporna na żaden ból, podobnie jak jej partner. Dlatego gdy złapałem ją za pysk i uderzyłem mocno pięścią w jej głowę, padła na ziemię i zawyła. Przystąpiłem jej łeb butem i z całej siły uderzyłem w jej grzbiet. Pękające kości były pięknym dźwiękiem, i ten wyk, który przeradzał się w prawdziwy kobiecy krzyk. Najczulszym punktem wilkołaków był ich kręgosłup. Gdy zostaje uszkodzony, psy automatycznie wracają do swojej słabej i kruchej, ludzkiej postaci.
Spojrzałem z udawanym przejęciem w niebieskie oczy kobiety, która płakała i zwijała się z bólu. Ach, jakie to było przyjemne! Złapałem ją za żuchwę tak mocno, że pazury wbiły się w jej skórę. Patrzyła na mnie tym znanym mi doskonale błagalnym wzrokiem.
– Ojej ślicznotko – przejechałem pazurami po jej policzku robiąc w nim głębokie, krwawe ślady. – Czyżbym cię skrzywdził?
Przerażone spojrzenie było jej jedyną odpowiedzią. Chciałem znów usłyszeć ten piękny krzyk biednej, zranionej kobiety. Złapałem ją więc za rękę i delikatnie przesunąłem wzdłuż niej czując, jak kobieta szarpie się ze mną i próbuje mnie strącić z siebie. Złamałem jej najpierw nadgarstek, przez co zaoferowała mi kolejny piękny krzyk i łzy, który sprawił, że ptaki zerwały się do lotu.
– Głośniej, suko! – wrzasnąłem łamiąc jej przedramię.
Byłem jednym z kobiecych koszmarów. Lubiłem je bić, gwałcić, wyzywać, poniżać i dawało mi to satysfakcję. Znęcałem się nad każdą spotkaną wilczycą i uznawałem to za zemstę za to, co oni zrobili z moją matką. Kobieta pode mną płakała, szarpała się, próbowała jakoś ratować swoje biedne istnienie, ale w tej chwili, to ja byłem jej wyrocznią i panem życia. Z perfidnym uśmieszkiem złapałem ją za nogi i rozchyliłem je owijając sobie wokół pasa. Szybko rozpiąłem spodnie i zsunąłem je z siebie trochę. Musiałem przecież wykorzystać to, że jest naga. Oprócz tego gwałt może jakoś zrekompensuje mi te nudne walki, jakie musiałem z nimi stoczyć. Skoro jakimś dziwnym trafem odpuściłem biednej śmiertelniczce, nie mogłem tego samego zrobić z wilczycą. Będzie więcej zabawy, gdy zacznie się wyrywać, mała suka.
– Nie rób tego… – jęknęła zapłakana, starając się odepchnąć mnie zdrową ręką. W zamian za to uśmiechnąłem się do niej złowieszczo i wszedłem w nią gwałtownie nie dbając przy tym o delikatność. – Nie… przestań! To boli!
Złapałem ją za rękę i przytrzymałem, by mnie nie drapała. Wciskałem się w nią głęboko, czując opór jej ciała, co jedynie sprawiało mi przyjemność. Złapałem ją za włosy i zmusiłem do tego, by patrzyła mi w oczy. Zabiłem jej chłopaka, pokonałem ją i jeszcze sobie użyje z jej ciała. O tak, zdecydowanie taki dzień mi się podobał. Wystawiłem swoje kły z dzikim zadowoleniem i jedynie przyspieszyłem swoje ruchy, przez co dziewczyna krzyknęła głośniej, a następnie zalała się łzami. Czułem, jak złamane kręgi kręgosłupa ocierają się o siebie boleśnie, nie pozwalając na regeneracje. Gdy kolejny raz jej szpony dopadły mojego policzka, automatycznie wyłamałem jej nadgarstek. Ścisnąłem jedną pierś, poczułem jej drżenie, a pod palcami wyczuwałem szybkie uderzenia jej serca. Złapałem ją mocno za szyję i zacząłem dusić, przez co jej ciało całkowicie zdrętwiało, twarz zrobiła się czerwona, a oczy wytrzeszczyły się strasznie.
– Ruszaj biodrami – rozkazałem. Dziewczyna jednak ani drgnęła, dlatego dostała ode mnie z pięści w twarz. – Ruszaj nimi, szmato!
Zapłakana powoli zaczęła się poruszać, choć widziałem po jej twarzy, że była upokorzona do granic możliwości. Widziałem ten stan wiele razy w swoim życiu i za każdym razem podobał mi się i nakręcał do dalszego działania. Zaciskała oczy i krzyczała błagając, żebym przestał. Przesunąłem pazurami po talii do bioder robiąc w skórze głębokie nacięcia, z których zaczęła wypływać krew, lecz jak na złość, rany szybko goiły się. Złapałem ją za uda i podkurczyłem jej nogi żeby zrobić dla siebie jeszcze więcej miejsca, a dziewczyna wrzasnęła czując mnie jeszcze głębiej w sobie. Dusiłem ją, obmacywałem i szarpałem za włosy z ogromną satysfakcją, aż w końcu skończyłem w niej słysząc przy okazji pękanie kości miednicy. Szybko wypuściłem jej ciało z łap i ustawiłem się do pionu. Zapiąłem spodnie i splunąłem na wilczycę. Patrzyłem jak leżała nienaturalnie wygięta, a usta jej drżały z bólu. Było przyjemnie i fajnie, ale teraz musiałem się jej pozbyć. Planowałem tak jak większość moich ofiar, po prostu ją spalić.
– Podobało ci się, wilcza suko? – zapytałem nachylając się nad nią ze złowieszczym uśmiechem. Nie odpowiedziała nic, tylko zacisnęła powieki. Złamany kręgosłup nie pozwalał jej na zbyt wiele ruchów, chodź i tak dostrzegłem, że powolutku kości w nadgarstkach nastawiają się. Pokręciłem głową i popatrzyłem jej prosto w oczy. Pogładziłem ją delikatnie po policzku i przytrzymałem jej podbródek odsłaniając szyję. Gdyby nie to, że była z wrogiego gatunku, mógłbym nawet darować jej życie, tylko dlatego, że była stosunkowo młoda i ładna. Jednakże… przynależność do wilków zmuszała mnie do tego, by zakończyć jej biedne istnienie.
– Dlaczego… jesteś takim potworem? – wyjąkała z siebie płacząc przy tym.
– Lepiej nic nie mów.
Sięgnąłem dłonią do sztyletu , który miałem przypięty do paska, a następnie przystawiłem ostrze do gładkiej skóry i wolnym ruchem poderżnąłem gardło niebieskookiej. Jej ciałem zawładnęły konwulsje, a ręce skierowała w kierunku mojej twarzy, próbując mnie odepchnąć. Krew wypłynęła z jej ust i ogromnej ciętej rany, a oczy pozostały szeroko wytrzeszczone, wpatrzone we mnie błagalnym tonem. Obserwowałem jak dławiła się i jak falowało jej nagie ciało w konwulsjach. Żeby już całkowicie odeszła, szybkim, zdecydowanym ruchem oddzieliłem jej głowę od szyi. Ciało trzęsło się jak podczas ataku padaczki i dopiero po chwili jej serce przestało bić, oczy kobiety zamarły w jednym punkcie. Wokół jej ciała utworzyła się kałuża krwi, która z wolna zaczęła wsiąkać w ziemię. Uśmiechnąłem się pod nosem i wytarłem w rękę kobiety zakrwawione ostrze. Następnie wstałem ze swojego miejsca, lecz gdy obróciłem się, zobaczyłem łowcę kilka stóp przede mną. Oczy miała we łzach, twarz mokrą, a oddech płytki. Nie czekała na żadne słowo, ani ruch z mojej strony, tylko rzuciła się do ucieczki.
Nieustraszony łowca, tak?
Dlaczego jej nie wyczułem…?
Prychnąłem na nią i jednocześnie na siebie w myślach, a po chwili popędziłem za dziewczyną. Z moją szybkością złapanie jej zajęło mi zaledwie dwie sekundy. Nawet nie rozumiałem, po co uciekała. Przecież musiała być świadoma tego, że i tak ją złapię. Była mi potrzebna. Slade od razu będzie bardziej przychylny, gdy przyprowadzę w całości jego małą córeczkę.
Chwyciłem ją mocno za ramiona i oboje runęliśmy na ziemię, lecz zrobiłem to tak, abym to ja oberwał mocniej w zetknięciu z glebą. Zaraz po tym przewróciłem ją szybko zajmując miejsce u góry. Krzyczała i szarpała się ze mną, więc ująłem ją za nadgarstki, które przytwierdziłem do ściółki, a nogi zablokowałem swoimi nogami. Po jakimś czasie poddała się i wlepiła we mnie swój pełen obrzydzenia i nienawiści wzrok. Było to całkiem ciekawym widokiem… zwłaszcza po takim gwałcie.
– Myślałam, że jesteś kimś bardziej wartościowym – syknęła jadowicie przez zaciśnięte zęby, a ten ton jednocześnie mi się spodobał, jak i rozdrażnił. – Mnie też zgwałcisz?!
– Nie jestem wartościowy, jestem po prostu wampirem, głupia dziewko – warknąłem na nią obnażając kły i zaciskając mocniej swoje palce na jej przegubach, czując szybki puls. Następnie mocniej naparłem na nią swoimi biodrami czując, jak jej nogi sztywnieją. Lekko się o nią otarłem w tamtym miejscu, co od razu sprawiło, że zadrżała. Dziewica, pomyślałem. – Gdybym chciał to zrobić, już dawno by do tego doszło.
– Jak możesz tak traktować kobiety?! – wrzasnęła.
– Uspokój się! – wpłynąłem na nią swoją energią, przez co przestała się wyrywać. – To była wilczyca, mój wróg.
– To było okropne… tak nie można robić… – wyjąkała łykając łzy i kręcąc głową na prawo i lewo. – Mimo iż była z wrogiego gatunku, nie powinieneś jej zgwałcić.
– Nie roztrząsaj tego – uciąłem poirytowany. – To jest wróg, wrogów się zabija, ich kobiety gwałci, a obozy pali. Takie jest prawo wojny!
– A gdzie jest w waszym świecie prawo moralne? – syknęła. Zwęziłem oczy i wpatrzyłem się uważnie w nią. Swój wzrok jednak skupiłem, na fioletowym odcieniu jej szyi, tuż obok ran, które zostawiły moje kły.
– Prawo moralne było wczoraj – odpowiedziałem. – Wtedy, gdy uwolniłem twoją nogę i uleczyłem cię, a ponad to nakarmiłem i zaoferowałem pomoc. Nie przejmuj się wilczycą, bo ona, gdyby tylko miała ku temu okazję, skoczyłaby na ciebie z pazurami i podzieliła na dwie części jednym ruchem szczęki.
– Ale…
– Wystarczy już – powiedziałem stanowczo, przez co przełknęła ślinę. – Nie roztrząsaj tego. Musimy wrócić do akademii. – Skinęła głową, co odebrałem jako dobry znak. Szybko przystawiłem nadgarstek do ust i przegryzłem żyły. – Masz, musisz mieć siły.
– Nie chcę, nie mogę, to wbrew mojemu prawu!
– Już i tak je złamałaś. Pij, to wyleczy ranę na szyi.
Zacisnęła powieki, po czym objęła ustami ranę i delikatnie zassała miejsce krwawienia. Szybko wraz z krwią przelałem w nią odrobinkę spokoju. Chciałem wpoić jej w głowę to, że gwałt na kobiecie wroga nie jest potworną rzeczą, choć wiedziałem, że i tak to zapamięta. Kilka pojedynczych łez wydostało się spod ściśniętych, czarnych rzęs i spłynęło po twarzy, kiedy łykała. Niemalże od razu dostrzegłem, jak rana zasklepiła się nie pozostawiając żadnego śladu, a fioletowy kolor zmienił się w delikatny kolor jej skóry.
– Czas na nas – powiedziałem i pomogłem jej wstać.
Widząc, jak bardzo jest roztrzęsiona, po tym co widziała, nie miałem czasu na to, by obdzierać wilkołaka ze skóry, ponieważ taki widok wcale by mi nie pomógł w uspokojeniu jej. Wiedziałem, że i tak, takich skór jak ta, będę miał jeszcze tuzin. Z tego względu posadziłem dziewczynę pod drzewem, a sam zgrabnie ułożyłem stos z suchych drewien, na którym ułożyłem oba ciała. Ponieważ było sucho, ogień szybko zajął całą przestrzeń i zaczął trawić ciała wilczych kochanków.
Zebrałem swoje rzeczy i ruszyłem w towarzystwie dziewczyny w stronę akademii. Szła cichutko za mną i patrzyła uważnie pod nogi. Przejęła się okropnie tym gwałtem, choć wcale mnie to nie dziwiło. Kobiety z tej części świata miały inny stosunek do wilkołaków, niż wampirzyce. Dla nich wilczyce były kimś podrzędnym, psami, które należy unicestwić, dla łowców, wilki wciąż pozostawali ludzcy. W pewnym sensie zastanawiałem się nad tym, dlaczego łowcy nie podpisali paktu z wilkołakami, tylko z wampirami. Co takiego skłoniło ich do tej decyzji. Wiele wieków temu to właśnie oni lepiej dogadywali się między sobą. Co sprawiło, że nagle łowcy się zmienili?

Z głębokich rozmyślań wyrwał mnie porywisty podmuch sztucznie utworzonego wiatru. Do moich nozdrzy doszedł mocny zapach zepsucia i już wiedziałem, że mamy towarzystwo. 
***
Poczułam, że coś rzuca się na mnie jak zwierze, lecz nie zdążyłam nawet odgadnąć co to było, ponieważ już leżałam na ziemi, a przez moje ciało przeszedł wstrząs. Potężny potwór w kobiecej skórze, warczał tuż nad moją twarzą, a ślina kapała z jej pyska na moją twarz. Wrzasnęłam głośno widząc to obrzydliwe stworzenie, które pędziło ze swoimi kłami do moich żył. Szybko wyczułam coś pod palcami i uderzyłam ją z całej siły, jaką wówczas z siebie wykrzesałam. Słyszałam inne powarkiwania wokół, lecz całą swoją uwagę skupiłam na potworze, którego właśnie rozwścieczyłam. Drapnęła mnie po twarzy swoimi szponami i wyrwała mi konar, którym się broniłam. Piana kapała jej z ust, gdy szarpała się ze mną, by dopaść do moich żył. Była okropnie silna i z każdą chwilą, na moim ciele pojawiało się coraz więcej zadrapań, aż w końcu uniosła się i zamachnęła swoją łapą, gdy nagle coś błysnęło, a wyraz twarzy upadłej, zastygł. Patrzyłam jak łeb potwornej kobiety odpada od reszty ciała i z szeroko otwartą paszczą i wytrzeszczonymi, czerwonymi ślepiami spada na ściółkę odbijając się wcześniej od mojego ciała. Niespełna sekundę później ciało padło na mnie przygniatając mnie swoim ciężarem. Krew, która wylała się z odciętego fragmentu szyi zalała mi twarz. Byłam przerażona, odrętwiała i zagubiona we własnych myślach, by zrozumieć co mówił do mnie Dylan. Nie mogłam oderwać wzroku od obrzydliwej paszczy bestii, podobnej do tej, która zagryzła moją mamę. Mimo iż nie pierwszy raz widziałam upadłego, nigdy nie miałam styczności z tym podłym stworzeniem w tak bliski sposób. Żadna z nich mnie do tej pory nie zaatakowała. Jak przez mgłę widziałam, że ciemnowłosy wampir bez trudu zrzuca ciało upadłego ze mnie i pochyla się delikatnie nad moją twarzą.
– Allyson? – poczułam dłoń wampira na ramieniu, dlatego odskoczyłam od niego, co było ruchem niekontrolowanym przez mój oszołomiony mózg. Patrzyłam się bez celu przed siebie, nie wiedząc o czym myśleć, ani co robić. – Allyson! – potrząsnął mną. Spojrzałam w jego czarne, głębokie tęczówki i zbadałam przy okazji każdy fragment jego dzikiej, niebezpiecznej twarzy, która teraz okazała się wyjątkowo piękna, miła i czuła w porównaniu z tym, co zaoferował mi upadły wampir. Wyciągnęłam roztrzęsione dłonie w jego stronę, a on zadarł głowę w górę jak spłoszony, dziki ogier. Nie chciałam jednak, żeby znalazł się zbyt daleko, dlatego odbiłam się od ziemi, owinęłam swoje ramiona wokół jego szyi i przycisnęłam głowę do jego ramienia. Czułam jego odrętwienie, które zdziwiło mnie okropnie. Zapach męskiego ciała sprawiał, że czułam się bezpiecznie, mimo iż praktycznie go nie znałam.
– Allyson – mruknął kocim tonem, kładąc dłoń na moich plecach. Nie spodziewałam się tego, że zapamiętał moje imię. Poczułam, że ze strachu łzy napływają mi do oczu. Serce szybko waliło, zupełnie jakby chciało wyrwać się z mojej piersi i uciec gdzieś daleko! Schowałam twarz w jego płaszczu i rozpłakałam się niczym mała dziewczynka. Nie wiedziałam co mam zrobić! Już nie miałam pojęcia, kto jest bardziej niebezpieczny, Dylan, czy upadły…
– Jestem taka słaba! – wyszlochałam. – Jestem łowcą, powinnam umieć sobie z nim poradzić, a nie wrzeszczeć – skomlałam. Nie spodziewałam się żadnego pocieszania z jego strony, a on też nie myślał, żeby takowe poczynić. Po prostu klęczał na ziemi, tuż obok mnie, podpierając się jedną ręką, a drugą obejmując mnie w talii. Nie ruszał się, nie odpychał mnie, nawet nie oddychał przez jakiś czas, przez co mój uścisk stał się mniej pewny. Pewnie nie życzył sobie tego, żebym była tak blisko niego.
– Jesteś słaba – usłyszałam nagle. Ot masz ukojenie swoich bólów, jak chciałaś! Warknęłam na siebie w myślach. Czułam, jak łzy spływają mi po policzkach jednocześnie wysuszając skórę. Już chciałam go od siebie odepchnąć, za to jakim jest aroganckim dupkiem, gdy nagle dodał: – Ale walczysz z tym.
– Nie umiem zabić upadłego! – spojrzałam wyzywająco prosto w czarne ślepia.
– Na to przyjdzie czas – powiedział wyjątkowo spokojnie. – Kobiecie, zabijanie nigdy nie przychodziło z łatwością.
Nie wiedziałam, czy mam to odebrać jako komplement, czy może coś na pokrzepienie mojej zszarganej dumy łowcy. Wzięłam dwa głębsze wdechy, aby po chwili puścić szyję wampira i delikatnie kładąc dłoń na jego klatce piersiowej, dając mu znak, że już nie potrzebuje jego bliskości. Niezwykle szybko odczytał moje zamiary, bo w ciągu sekundy puścił moją talię i podniósł się. Wystawił do mnie rękę, a ja niepewnie ją ujęłam. Gdy tylko stanęłam na nogi, zobaczyłam cztery zmasakrowane ciała upadłych wampirów. Wszystkie były zasługą tego mordercy tuż przede mną, ja nie wykazałam się niczym. Trenowałam nieustannie od dziesięciu lat i wciąż nie byłam w stanie zebrać się w całość. Przecież to logiczne, że upadli atakują z ukrycia, po cichu, czego ja się spodziewałam?! Czułam się zażenowana tym, co właśnie się stało. Nawet nie chodziło o to, że widział to jakże idealny w swoim zawodzie zabójca, ale o to, że wciąż nic nie potrafię. Czułam, że przez to co się dzisiaj wydarzyło, długo nie będę mogła zasnąć.
– Do waszej akademii jest jakieś cztery mile – mruknął, jakby do siebie. – Masz, wytrzyj chociaż twarz – wręczył mi chusteczkę. – Ja spalę ciała.
Złapał jednego trupa za nogę i przeciągnął go na środek, gdzie było najwięcej wolnej przestrzeni. Zrobił to z tak niebywałą lekkością, jakby upadły prawie w ogóle nic nie ważył. To samo uczynił z pozostałymi ciałami. Rzucał je bez emocji jedno na drugie tworząc w ten sposób stos ze szczątek, a gdy skończył z zadowoleniem podpalił truchło, które zaczęło głośno syczeć. Ogień szybko zaczął trawić wampirze zwłoki wydając przy tym charakterystyczny smród palącego się ciała. Często po ataku upadłych na akademię, taki sam zapach unosił się w powietrzu. Ciszę nagle przerwał grzmot, który przyprawił mnie o dreszcze. Potarłam dłońmi swoje ramiona i spojrzałam na niebo, które wydawało mi się groźne.
– Nie zwlekajmy dłużej – jęknęłam. – Za moment rozpada się na dobre.
– Powiedz mi – zapytał wycierając ostrze w kawałek szmaty urwanej z ubrania trupa. – To moment zaskoczenia, czy strach sprawił, że nie umiałaś sobie z nią poradzić?
– Obie – mruknęłam pod nosem i spuściłam wzrok.
– Domyślam się, że żadne z was do tej pory nie zabiło upadłego – prychnął. Posłałam mu piorunujące spojrzenie, a on jedynie uśmiechnął się złośliwie pod nosem. Następnie ściągnął swój skórzany płaszcz i trzymając go w dłoniach zbliżył się do mnie. – Ubierz, jeśli znowu zmokniesz, będziesz chorować.
Spojrzałam najpierw na ubranie, a później na jego minę. Zastanawiało mnie to, jak złożoną osobą był. Gdy mnie zaatakował, zachowywał się jak prawdziwa, wygłodniała bestia i nie szczędził sobie zgryźliwych słów. Następnie, kiedy już dowiedział się, że jestem córką dyrektora, zrobił się milszy, grzeczniejszy i lepiej wychowany, ale później z kolei, gdy widziałam jak gwałci tę biedną wilczycę, znowu zachowywał się niczym wściekła kreatura. Co do cholery było nie tak w tym pieprzonym wampirze?! Czy zachowywał się tak tylko i wyłącznie ze względu na to, że jestem córką Harrego? Gwałt, to nie byle jaka rzecz, pokazuje, że mężczyzna nie ma szacunku do kobiety, a on właśnie na takiego wyglądał. Czemu wobec mnie zmieniał się? Oczywiście nie chciałam zostać potraktowana jak przedmiot i wykorzystana, ale ta jego zmienność w zachowaniu przyprawiała mnie o zawrót głowy. Nie wiedziałam, czego mogłam się po nim spodziewać. Nieprzewidywalne osoby były zazwyczaj niebezpieczne.
– Wyjaśnij mi coś! – oburzyłam się, a on uniósł brwi do góry. – Jesteś miły tylko i wyłącznie dlatego, że jestem córką Slade’a? – rzuciłam prosto z mostu swoje oskarżenie, a on przechylił swoją głowę na bok. Zmierzył mnie wzrokiem, a później uśmiechnął szeroko i złośliwie. Zlękłam się, gdy dostrzegłam jego kły. Wyglądało na to, że nigdy ich nie chował.
– Podobasz mi się – powiedział, a mnie szczęka opadła.
– Słucham…?
– Wiesz, że cię wczoraj ugryzłem? – zapytał nagle. Nie wiedziałam dlaczego to powiedział, ale szybko sięgnęłam pamięcią do nocy i tamtych wydarzeń. – Nie wiem czy wiesz, ale jad wampira szybko rozchodzi się po ciele i uwalnia wiele ukrytych pragnień.
– Co masz na myśli? – ściągnęłam ku sobie brwi.
– Wiłaś się pode mną – zamruczał. – Nie bałaś się, nie wrzeszczałaś i nie poderżnęłaś mi gardła tak, jak zagroziłaś. Podobało ci się. – Czułam, że cały mój światopogląd runął i rozpadł się na kawałeczki. Czy… to co on mówił było prawdą?! Rzeczywiście, nie pamiętam bym piszczała, czy próbowała się wyrywać. Pamiętam jego ciepło, błogie uczucie i niezwykłe podniecenie… Czy ja już upadłam ze swoją moralnością? Byłam łowcą, a nie dziwką wampirów…
– To… ja… – wyjąkałam zmieszana. – Dlaczego… takie coś się stało?
– Nie mam pojęcia – wzruszył ramionami. – Chodź, Allyson. Podczas marszu będziesz mogła przemyśleć wszystkie swoje pragnienia, związane z piciem krwi.
Ani trochę nie spodobało mi się jego określenie, ale nie zaprzeczyłam. Pozwoliłam, by pomógł mi ubrać ciężki, skórzany płaszcz, a później ruszyłam za nim. To na co pozwoliłam było okropne. Od wielu lat mówiono mi, żeby pod żadnym pozorem nie pozwolić się ukąsić. Wielokrotnie profesor Hovborn powtarzał nam na wykładach, że jad wampira to potworna rzecz, przez którą ludzie schodzili na złą drogę. Na niektórych działał w taki sposób jak powinien, czyli kumulować strach, złość i obrzydzenie do tych potworów. Drugą, przeciwną do tego stroną, było budowanie erotycznej więzi z wampirami poprzez ukąszenia. Tak działały dziwki oddające krew w czerwonych dzielnicach. Były to kobiety uzależnione od błogości i orgazmów, jakie zapewniały im wampiry. Sprzedawały się za marnych kilka banknotów, żeby jeszcze raz poczuć ten stan. Hovborn mówił, że to stoczenie się na samo dno, że z tego nie ma już ratunku.
– Nie bądź dla siebie taka okrutna – zaśmiał się. – Ty, jeszcze się nie sprzedajesz.
– Nie mam zamiaru tak się upokorzyć! – warknęłam wkładając w to jak największą ilość jadu, jaki zdołałam z siebie wykrzesać. Spojrzał na mnie przez ramię i rzekł:
– Jesteś zaskakującą kobietą.
– A ty, aroganckim mężczyzną!
– Ale tak jak inne, nie umiesz przyjąć komplementu – cmoknął i ruszył dalej. – Jeśli jednak będziesz się wlec, jak robisz to do tej pory, zwiąże ci ręce i będę ciągnął za sobą jak niewolnicę, zrozumiałaś?
– T… tak – odpowiedziałam zwiększając tępo.
Ciężko mi było za nim nadążyć, gdyż stawiał długie kroki. Ponad to praktycznie płynął przez las, a ja non stop potykałam się o wystające korzenie, lub zahaczałam o niższe konary drzew. Wpatrywałam się wrogo w plecy mężczyzny i wrzeszczałam na siebie, że nic nie zrobiłam, żeby powstrzymać go przed zabraniem mojej krwi. Jak mogłam się tak zachować?! Niczym łatwa… panienka. Pewnie był z siebie zadowolony, podczas gdy ja, odczuwałam obrzydzenie do własnej siebie. Wydawało mi się, że zostałam obdarta z godności. Odnosiłam jednak wrażenie, że wielu mężczyzn lubiło w ten sposób traktować kobiety.
Oderwałam się od myśli, gdy kilka kropel uderzyło w moją głowę. Spojrzałam w niebo i dostrzegłam kłębiące się chmury, dlatego założyłam kaptur na głowę. Wampir kroczył przed siebie zupełnie niewzruszony panującymi warunkami, a mnie rzeczywiście robiło się coraz zimniej. Las pochłaniała mgła, która napawała mnie przerażeniem. W takich warunkach upadli na pewno wyruszą na łowy. Podbiegłam i zrównałam swój krok z wampirem. Nie spojrzał na mnie, widziałam jak jego czerwone ślepia uważnie badają teren wokół. Mogłam bez ogródek stwierdzić, że doskonale znał się na takich warunkach i wiedział, czego oczekiwać po mgle. Był skupiony i czujny, a to utwierdziło mnie w przekonaniu, że musiał być dobry w tym co robił, w mordowaniu martwych.
Nagle skulił się i zasłonił mnie swoim obszernym ramieniem. Przystanęłam i złapałam się jego ręki. Zadrżałam ze strachu, przygotowana na to, że ponownie wyskoczą na nas te okropne kreatury. Tym razem nie chciałam dać się zaskoczyć. Nie mogłam ponownie dać się opanować przez strach, też musiałam pokazać swoje zdolności i obronić się przed bestiami. Moje ciało zesztywniało, a mięśnie napięły się, gdy dostrzegłam ciemne plamy we mgle, które poruszały się w naszym kierunku. Nie pytając o pozwolenie, sięgnęłam do jednego sztyletu, który był w pasie wampira. Spiorunował mnie wzrokiem, lecz pozwolił abym zabrała jego broń. On sam złapał za rękojeść krótkiego miecza, który miał na plecach. Obydwoje przygotowaliśmy się na atak.
Witam witam Moi Kochani! :* Rozdział specjalnie taki długi, ponieważ dodaje stosunkowo rzadko, więc lepiej z większą treścią xD Przepraszam, że znów musieliście chwilę czekać, ale o to i on! Zachęcam więc do czytania :* Kocham Was <3

PS: Jeśli ktoś znajdzie jakieś braki w przecinkach, bądź literówki, to proszę mi o tym napisać, ja się nie obrażam ^^ a będę naprawdę bardzo wdzięczna, sami zresztą wiecie, że w swojej pracy najgorzej jest znaleźć brak przecinka xd
PS2: Przepraszam, że wcześniej nie odpisywałam na Wasze komentarze, od tego rozdziału to się zmieni! :*

13 komentarzy:

  1. Bardzo szybko mi się go czytało, chce więcej ! :D Jeszcze skończył się w takim fajnym monecie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie to cieszy!:* Dziękuję za komentarz :3

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niby taki długi rozdział, a nawet nie zorientowałam się kiedy go przeczytałam :D Akcja rozwija się dość wolno, bo nasi bohaterowie wciąż nie wrócili do akademii, ale bardzo mi się podoba! Ukazana została ciemna strona Dylana i nawiązała się chyba kolejna więź między nim i Allyson, aw. Zakończyłaś w takim momencie, że nie wiem jak doczekam do kolejnego, haha. Na rozdział musieliśmy czekać ponad miesiąc, ale po przeczytaniu go wiem, że było warto! Oby następny pojawił się szybciej i żeby wena dopisała! ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Specjalnie akcja jest wolniejsza, ażeby nie było natłoku informacji ^^ Co do ciemnych stron Dylana, to to dopiero początek wszystkiego :D
      Dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  4. Różnicę w traktowaniu kobiet przez Dylana było tutaj widać. Wilczycę zgwałcił, a Allyson kolejny raz pomógł. Myślę, że jej krew mogła tak na niego zadziałać. Inaczej potraktowałby ją tak jak wszystkie kobiety.
    Widać też, że ze strony Allyson więź między nią a Dylanem też się tworzy. Jestem ciekawa jak sobie z tym poradzi. Czy będzie próbowała jakoś ją przerwać czy ta więź będzie się dalej wzmacniać.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dylan po prostu nie lubi wilkołaków i nie ma znaczenia czy kobiet czy mężczyzn xD choć fakt faktem, no mężczyzn się z reguły nie gwałci xd. Owszem więź się tworzy i zapewniam, że będzie to coś naprawdę ciekawego! :D
      Dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  5. wow.. mocny rozdział, aż miałam ciarki gdy tak znęcał się nad wilczycą... wiedziałam że Allyson będzie świadkiem tej masakry..
    świetny rozdział mik i przeczytała

    Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału
    Buziaki i życzę dużo WENY !!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Cześć :)
    Naprawdę nie żartowałaś, gdy napisałaś o drastycznych scenach. Poturbowałaś mnie emocjonalnie... Dylan jest bardzo brutalny i bezlitosny. A w tym rozdziale szczególnie to widać. Stworzyłaś wampira z krwi i kości o twardym charakterze, stawiającego na swoim, charyzmatycznego i stanowczego. Podoba mi się jak utrzymujesz charakter tej postaci. W opisywanych scenach pokazujesz jaki naprawdę jest Dylan, według mnie rozwijasz bardzo dobrze tą postać. To wampir z bardzo mocnym charakterem, zabójca i trzymasz się tego. Dzięki temu wypada on bardzo naturalnie. :D
    Za nic w świecie nie chciałabym być w skórze Allyson i zobaczyć gwałt na własne oczy. Jak wyobrażę sobie co ta dziewczyna musiała czuć... Szkoda mi jej.
    W dodatku dobiła ją sytuacja z upadłym. Może jeszcze nie potrafi zabić upadłego, ale tak jak Dylan powiedział, ona walczy z tym, że jest słaba. Nie poddaje się, co udowadnia ostatnia scena, a to najważniejsze :)
    Wierzę w to, że nasza Allyson jeszcze nie raz zwycięsko zmierzy się z tymi kreaturami.
    Rozdział bardzo mi się podoba. Dużo tu realistycznych opisów, które pozwalają odczuć dość mocny klimat tego opowiadania. Ten rozdział kosztował mnie dużo emocji, ale lubię gdy czytam i mocno przeżywam to co się dzieje :)
    Ale z ten gwałt to miałam ochotę urwać Dylanowi głowę. No, ale na takiego nie ma siły.
    Czekam na następny, kochna.
    Mocno ściskam :>

    OdpowiedzUsuń
  7. Cześć. W końcu nadrobiłam wszystkie rozdziały i postaram się jakoś tak ogólnie skomentować.
    Jednocześnie lubię i nie lubię nowej "Lexi" czyli Allyson. Z jednej strony podoba mi się, że jest twarda i waleczna, i stara się zwalczać wampiry i jest w miarę rozsądna itd. Ale z drugiej, rozumiem dlaczego nie jest lubiana. Nie dośc że jest córką dyrektora, to jeszcze jest ulubienicą dwóch ciach uczelni, może wychodzić poza mury, stroni od dziewczyn i ma własną sypialnię (jako ktoś kto zabiłby za jedynkę w akademiku serio jej zazdroszczę xD). I odnoszę wrażenie, że odrobinkę się wywyższa od innych dziewczyn.

    Ale podobało mi się, że pobiegła ratować tę małą. To strasznie głupie ze strony tej całej Mii, że wybiegła do lasu. Co do tych wszystkich rozdziałów z Dylanem... Podoba mi się sposób, w jaki się poznali - ciekawie będzie ich potem obserwować podczas współpracy w Akademii. Zwłaszcza, że Allyson już "złapała haczyk" z dawaniem swojej krwi i myślę, że szybko mu wybaczy tę scenę z wilczycą. A ja... Nigdy nie przepadałam za Dylanem, więc pozostawię jego zachowanie i podejście do Aly bez komentarza.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej. Udało mi się w końcu nadrobić te dwa ostatnie rozdziały.

    Nie mam do końca wykształconego zdania na temat Allyson – ani mnie niczym szczególnie nie zniechęciła, ani nie zachwyciła. Podobało mi się jednak to, że od początku paliła się do walki z upadłymi, a gdy przyszło co do czego, to umierała ze strachu i bezradności. To tak ludzkie. Gdyby ich tu bez problemu wszystkich poszlachtowała, to już jak dla mnie byłaby przesadnie wywyższona. W następnym rozdziale, z tego, co widać po zakończeniu, będzie miała szansę się wykazać i podejrzewam, że w końcu jej się uda nie ulec lękom. W każdym razie życzę tej postaci powodzenia.

    Dylan to bez wątpienia postać intrygująca, zwłaszcza taka mi się wydała w poprzednim rozdziale. Spodobał mi się wtedy, ale ten gwałt na wilczycy jednak sprawił, że nie mogę na niego spojrzeć jak na pozytywną postać, co jest oczywiste. Dobrze, że nie zrobiłaś z niego dobrego wampira sojusznika – wtedy nie byłby tak ciekawy. Coś czuję też, że Ally szybko mu wszystko wybaczy i mu ulegnie, czegokolwiek by chciał, zwłaszcza po tym całym piciu krwi (swoją drogą niezły pomysł z tym leczniczym działaniem krwi wampirów i skutkami wypicia jej względem ofiary). Raczej nie skończyłoby się to dobrze, biorąc pod uwagę brutalność Dylana.

    Wyłapałam parę błędów podczas czytania, ale nie miałam zamiaru Ci ich wytykać, dopóki nie przeczytałam na końcu postu, że się za to nie obrazisz :D. I nie czuję się na siłach wskazywać, gdzie wydaje mi się, że przecinki są źle. Z nimi nigdy nic nie wiadomo. W każdym razie zapamiętałam tylko jeden:
    „Czy zachowywał się tak tylko i wyłącznie ze względu na to, że jestem córką Harrego?” – Harry'ego

    Mam też trochę zastrzeżeń do tego, jak piszesz dialogi. Może i się czepiam, ale zostawię link z zasadami pisania dialogów, który znalazłam. Jak chcesz, to zerknij: klik

    Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpadłam tu dziś, żeby zobaczyć, czy coś się zmieniło. I no, ten szablon jest genialny :D Nie mogłam się oprzeć od komentarza.

      Usuń
  9. Hejo!
    To ja sobie teraz tak pomarudzę, że chyba będziesz miała mnie dość, kochana, za co już z góry przepraszam, ale to opowiadanie wywołuje we mnie tyle emocji, że w komentarzu znajdują one ujście. xDD
    Powalające jest to wysokie mniemanie o sobie, jakie ma Dylan. Rozumiem, pewność siebie to podstawa, ale on zachowuje się jak jakaś egoistyczna gwiazdeczka pop (chodzi mi o jego ego, które jest tak wielkie, że trudno pomieścić kogokolwiek jeszcze w tym opowiadaniu, oprócz niego). To utalentowany zabójca, rozumiem i zdaję sobie z tego sprawę, ale on uwielbia o tym samego siebie uświadamiać... xD
    Ja pierniczę, te myśli Dylana mnie irytują. Czy wszystkie wampiry muszą postrzegać kobiety jako zaspokojenie swoich seksualnych i głodowych potrzeb? xD Hahaha wykupić Ally od jej ojca? Ona nie utknęła w zeszłym wieku jak on i niech nie myśli, że tak się stanie. Ona jest zwykłym człowiekiem, a nie zabawką. Dylan irytuje mnie coraz bardziej swoim podejściem, a jego arogancja i egoizm jeszcze bardziej odpychają od niego. Przydałaby mu się terapia szokowa, żeby coś nie poszło po jego myśli, a wtedy może by się kurna ocknął, że nie jest panem świata, i że kobiety nie służą tylko do zaspokajania wcześniej wymienionych potrzeb. Niech Laurel i Ally (choć w tą drugą wątpię) ratują honor kobiet.
    A może te wilki chciały żyć ze sobą razem bez stada, które ich irytowało? Dylan nie ma o nich zielonego pojęcia, a wydaje mu się, że wszystkie rozumy pozjadał i zna wszystkie powody, dla których uciekli, czyli tylko niby z głupoty, choć w to wątpię. Według mnie lepsze jest, że ta dwójka wilkołaków umrze razem i nie zostaną rozdzieleni na zawsze. To piękne, że zamiast uciec chciała pomścić śmierć kochanka lub umrzeć w walce próbując, a w ostateczności zostać odesłaną do ukochanego. Już dla mnie wilkołaki są bardziej ludzkie od wampirów i odczuwam to większą sympatię do wilków niż krwiopijców, których zaczynam mieć dość... ;x
    To co zrobili z jego matką? Wtf? O litości. Skoro chce zemsty za matkę, to niech do jasnej ciasnej ożywi ojca i go sobie zabije, a nie znęca się nad każdą inną kobietą niezależnie od gatunku. Niech ktoś nad nim tak się poznęca, matko jak ja na to liczę. Niech ktoś go potraktuje tak samo, na pewno będzie mu miło i przyjemnie... Powiem bez ogródek - Dylan niczym kurna jego mać nie różni się od ojca. Nie ma szacunku do żadnej kobiety i jest tyranem, który nie powinien dostać się do władzy. Liczę na to, że nigdy nie zostanie tym władcą, bo z takim królem wszystko przepadnie.
    Ally jak widać nie nauczy go moralności. Jest on zepsuty i lepiej niech zniknie, ja po nim płakać nie będę, a wręcz się ucieszę. Już wolę same rozdziały z perspektywy Ally.
    Chociaż nie wiem, czy i jej perspektywa z czasem nie będzie mnie wkurzać. xD Ally z pewnością nie nauczy go moralności, skoro po jakiejś chwili zapomniała o tym bestialstwie Dylana i jak gdyby nigdy nic się do niego przytula. Litości... xD
    Pomarudziłam, napsułam ci pewnie krwi, kochana, swoimi osądami, ale ten rozdział i Dylan tak mnie wkurzyły (jeśli chodzi o wydarzenia, bo pod względem technicznym jestem pod wrażeniem tych szczegółów, brutalności itd). Wiem, pewnie masz mnie już dość, ale to nic dziwnego. xD Może jednak wszystko się jeszcze zmieni. Narzekam, narzekam, a choć marna szansa na zmianę w Dylanie to cuda się zdarzają. Może właśnie nastąpi i choć trochę przestanie być irytujący i zacznie traktować kobiety z szacunkiem (taaa, pomarzyć dobra rzecz). xD Czy jest chociaż jeden wampir, który traktuje kobiety z szacunkiem? To mnie ciekawi, bo raczej wątpię, czy się taki znajdzie.
    Dobra koniec tych moich wywodów. xD Nie będę już dłużej krwi psuć, kochana! xD
    No nic, zmykam i czekam na kolejny rozdział! ♥
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz :) Zawsze miło się odwdzięczę :)